Działania quasi-wojenne to niejedyny środek z arsenału ukraińskich władz, starających się powstrzymać wspierane z Rosji działania separatystów w Zagłębiu Donieckim. Oprócz tego Kijów usiłuje rozbijać rosyjską siatkę szpiegowską i blokować konta rebeliantów. Jak informuje serwis Daily Beast, dyrektor CIA John Brennan, który był przed kilkoma dniami w Kijowie, obiecał podzielenie się wiedzą agencji na temat ruchów oddziałów separatystycznych. Ukraińskie wojsko dostanie też wsparcie techniczne. Rozmowy sił rządowych będą kodowane, tak by działający nad Dnieprem rosyjski wywiad elektroniczny nie miał wiedzy o planach Kijowa. Amerykanie są przekonani, że dziś każdy ruch Ukraińców Rosjanie znają z wyprzedzeniem.

>>>NEWS DGP: Rosyjscy szpiedzy w Polsce. Ujawniamy raport ABW

Na razie działania w ramach akcji antyterrorystycznej w północnej części obwodu donieckiego są prowadzone głównie siłami MSW i Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU). Kijów stara się nie wykorzystywać armii do aktywnej walki z samozwańczą Doniecką Republiką Ludową, bo byłoby to nielegalne bez wprowadzenia stanu wyjątkowego. Także ze względu na brak rozkazu użycia siły separatystom z Kramatorska udało się wczoraj przejąć sześć transporterów opancerzonych, które następnie trafiły do 120-tys. Słowiańska, nieformalnego centrum donieckiego separatyzmu. Władze wzbraniają się przed stanem wyjątkowym, ponieważ uniemożliwiłby on przeprowadzenie planowanych na 25 maja wyborów. Ich zerwanie jest jednym z celów Moskwy, która chce jak najdłużej mieć pretekst do podważania legalności władz w Kijowie.

To mało przekonujący argument. Wybory w obecnych warunkach, przynajmniej w Zagłębiu Donieckim, i tak się nie odbędą -  przekonywał wczoraj w Kijowie szef Centrum Studiów Wojskowo-Politycznych Dmytro Tymczuk. Scenariusz z pełnym wykorzystaniem armii nie jest jednak wykluczony. Szef klubu parlamentarnego koalicyjnej Batkiwszczyny Serhij Sobolew powiedział w środę, że już teraz oddziały z centralnej Ukrainy są dyslokowane na wschód. Jednostki z zachodniej części kraju trafiają do jego centrum. Na Doniecczyznę nie zostaną wysłane, by nie potwierdzać popularnego tam mitu o banderowcach z Galicji, mających czyhać na życie rosyjskojęzycznych mieszkańców kraju.

>>>Czeski hotelarz postawił się Moskwie. "Nie" dla rosyjskich turystów

Siły resortu obrony i MSW będą uzupełniane o ochotników. W Charkowie, Chersoniu, Kijowie i Odessie przy wsparciu władz lokalnych są formowane oddziały samoobrony. W Doniecku i pobliskim Artiomowsku mają powstać trzy ochotnicze bataliony patrolowe milicji, choć nie wiadomo, czy akurat w tym regionie znajdą się chętni do wstąpienia w szeregi MSW. Minister Arsen Awakow liczy, że w południowo-wschodniej części kraju do podobnych struktur przystąpi 12 tys. mężczyzn.

Równolegle służby usiłują zatamować strumienie finansowe, za pomocą których do separatystów trafiają pieniądze z Rosji. Blokowane są konta i karty płatnicze ludzi podejrzewanych o wspieranie buntu. SBU wszczęła sprawę przeciwko kierownictwu jednego z banków z kapitałem rosyjskim. Instytucja miała codziennie przelewać na karty płatnicze rebeliantów po 200–500 dol. W sumie od początku marca miałoby chodzić o 45 mln hrywien (12 mln zł). Nazwa banku nie padła, jednak na zdjęciach zaprezentowanych przez SBU przy okazji zatrzymania rosyjskich szpiegów widać karty wydane przez kontrolowany przez Kreml Sbierbank.

Jak podaje LB.ua, szef SBU Wałentyn Naływajczenko mówił na wczorajszym zamkniętym posiedzeniu parlamentu, że na Ukrainie zatrzymano już 23 oficerów rosyjskiego wywiadu wojskowego GRU. Część z nich mieszkała na Ukrainie. Tak jak koordynator separatystów w Gorłówce, były ppłk GRU Igor Biezler, który przez kilka lat działał pod przykrywką... kierownika zakładu pogrzebowego. Według Naływajczenki siatka agenturalna była tworzona od dwóch, trzech lat. Aby zapobiec dalszemu przenikaniu prowokatorów, Ukraina wzmocniła kontrole graniczne, zwłaszcza na lotniskach. Docelowo każdy obywatel Rosji ma być skrupulatnie sprawdzany pod kątem rzeczywistego celu wizyty na Ukrainie.