Od rezultatu dzisiejszych rozmów w Mińsku zależy to, czy Amerykanie zaczną dostarczać Ukraińcom broń. Jeśli porozumienia nie będzie, do Zagłębia Donieckiego mogą trafić produkowane od połowy lat 90. zestawy przeciwpancerne FGM-148 Javelin – wynika z informacji DGP. Zostały one bojowo przetestowane podczas operacji "Iracka wolność" w 2003 r. Czołgi używane przez wojska Saddama Husajna są porównywalne z wyposażeniem oddziałów rosyjskich i separatystycznych na wschodzie Ukrainy. To zmodernizowane T-64 i T-72, praktycznie bezbronne wobec javelinów.

CZYTAJ TAKŻE: Unia odsunięta od rozmów w Mińsku? To Merkel gra pierwsze skrzypce>>>

Ukraińcy są w stanie sami obsługiwać tego typu uzbrojenie. Amerykanie nie muszą im nawet wysyłać instruktorów. Operator, który wcześniej miał do czynienia z pociskami przeciwpancernymi, będzie potrafił go obsłużyć po dwóch, trzech dniach szkolenia – mówi DGP były dowódca wojsk lądowych gen. Waldemar Skrzypczak. – W tej chwili ma sens wszystko, co może służyć Ukrainie do obrony. Ukraińcy mają prawo się bronić, ale nie mają czym – dodaje. Jak wynika z opublikowanego przez Atlantic Council i Brookings Institution opracowania, 70 proc. pocisków przeciwpancernych, które obecnie są na wyposażeniu armii ukraińskiej, nie nadaje się do użytku. Tymczasem taktyka Rosjan w Zagłębiu Donieckim opiera się przede wszystkim na uderzeniach oddziałów pancernych i artylerii. W związku z coraz klarowniejszymi planami dotyczącymi dozbrajania Ukrainy, rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow oświadczył wczoraj, że doprowadzą one do "dalszej destabilizacji".

Jak powiedział na spotkaniu z dziennikarzami szef MSZ Siergiej Ławrow, broń szybko może się znaleźć w niepowołanych rękach. – Prezydent Ukrainy nie ma monopolu na dowodzenie strukturami siłowymi. Są bataliony finansowane przez oligarchów i jednostki takie jak Sektor Prawicowy – komentował. Aby wzmocnić komunikat Kremla, separatyści ostrzelali kontrolowany przez siły ukraińskie Kramatorsk. Pociski spadły w okolicy wojskowego lotniska i w dzielnicy Socmisto, zabijając co najmniej 11 osób. Ostrzał był symboliczny: położony 40 km od frontu Kramatorsk latem ubiegłego roku został odbity przez Ukraińców. Ostrzał miał podkreślić ambicje separatystów, którzy roszczą sobie prawo do zajęcia całego obwodu donieckiego.

Ostrzałem Kramatorska Moskwa daje do zrozumienia, że nie zawaha się przed dalszym eskalowaniem konfliktu. Część analityków przekonuje, że Kreml albo szybko doprowadzi wojnę do konkluzji (wywalczy autonomię i określi granicę separatystycznych parapaństw), albo koszty operacji i sankcji uniemożliwią mu zwycięstwo. Jak przekonuje David Satter z Johns Hopkins University, ustępowanie Władimirowi Putinowi byłoby błędem. Jego zdaniem prezydent ma problem z bankrutującym państwem i pęknięciami w kremlowskiej i oligarchicznej elicie.

Satter pisze, że Zachód powinien być zainteresowany utrzymaniem zdolności do obrony Ukrainy. W 2014 r. ceny żywności wzrosły w Rosji o 15,4 proc., a w pierwszym kwartale 2014 r. z kraju odpłynął kapitał zagraniczny o wartości 63,7 mld dol. Sam minister finansów Rosji Anton Siłuanow informował, że jeśli przez dwa kolejne lata ceny ropy będą się utrzymywały na niskim poziomie, rosyjska gospodarka straci 200 mld dol., co doprowadzi do drenażu państwowych funduszy dobrobytu.

Zwolennicy tezy, że Rosja znalazła się w sytuacji, w której skutecznie można na niej wymusić ustępstwa, wskazują na dodatkowe narzędzia nacisku. Oprócz kolejnych sankcji wizowych dla kremlowskiej elity realne jest wykluczenie Rosji z systemu bankowego Swift i wypowiedzenie jej przez UE umowy o partnerstwie strategicznym (wykluczenie ze Swift oznacza m.in., że instytucje finansowe nie mogłyby wykonywać przelewów międzynarodowych). Takie decyzje mogłyby jednak zapaść dopiero na zaplanowanym na połowę marca szczycie UE. Swift działa według prawa belgijskiego. By Rosja została z niego wykluczona, muszą zostać przyjęte rozwiązania na szczeblu europejskim.

Bezsenne noce dyplomatów

Jeśli spotkanie w białoruskiej stolicy nie zostanie w ostatniej chwili odwołane, w niedawno wybudowanej, ociekającej demonstracyjnym luksusem rezydencji prezydenta Alaksandra Łukaszenki spotkają się dzisiaj przywódcy Francji, Niemiec, Rosji i Ukrainy, czyli państw tzw. formatu normandzkiego.

W poniedziałek i wtorek trwały intensywnie konsultacje przedstawicieli czterech państw, którzy mieli za zadanie przygotować spotkanie w Mińsku. Według słów prezydenta Władimira Putina może się ono odbyć tylko wówczas, gdy w rozmowach zostaną poczynione bliżej nieokreślone postępy. Zdaniem rosyjskiego ambasadora na Białorusi na spotkanie ekspertów, które miało się rozpocząć wczoraj wieczorem, zamierzał przyjechać pomocnik Putina Władisław Surkow. Według naszych informacji to on, z pominięciem MSZ, odpowiada na Kremlu za kształtowanie polityki wobec Ukrainy.

Jeszcze przed rozpoczęciem spotkania można się było spodziewać, że potrwa ono do późnych godzin nocnych. Poniedziałkowe negocjacje trwały osiem godzin i zakończyły się o trzeciej nad ranem. Mamy pewne namacalne rezultaty – pisał na gorąco uczestnik spotkania, ambasador Ukrainy w Berlinie Andrij Melnyk. W ramach gestu dobrej woli Kijów poprosił nawet Unię Europejską, by wstrzymała się do przyszłego poniedziałku z decyzją o ewentualnym nałożeniu na Rosję nowych sankcji. – Wzięliśmy pod uwagę prośbę Ukraińców, którzy chcieli zmniejszyć liczbę możliwych pretekstów do zerwania pertraktacji w Mińsku – powiedział minister spraw zagranicznych Litwy Linas Linkevičius w rozmowie z agencją BNS.

Tymczasem z Moskwy popłynął wczoraj jednoznaczny sygnał, jak z punktu widzenia Rosji może wyglądać kompromis. Kremlowska agencja prasowa Rossija Siegodnia, powołując się na słowa stałego przedstawiciela Rosji przy OBWE Andrieja Kielina, napisała, że może to być utworzenie strefy zdemilitaryzowanej wzdłuż linii oddzielającej siły rządowe od oddziałów samozwańczych Donieckiej i Ługańskiej Republik Ludowych, połączone z wprowadzeniem zasady regularnych konsultacji między Kijowem a DRL i ŁRL. Ukraińcy do tej pory nie chcieli o tym słyszeć, ponieważ oznaczałoby to de facto uznanie państwowości obu separatystycznych tworów. Dlatego formalnie w spotkaniach z przedstawicielami DRL i ŁRL Kijów reprezentuje zazwyczaj były prezydent Ukrainy Łeonid Kuczma i dawny szef jego administracji Wiktor Medwedczuk. Putin jest ojcem chrzestnym jego córki Daryny.