Miniona noc na wschodzie Ukrainy minęła spokojnie. Doszło do dwóch ostrzałów i jednego szturmu.  Separatyści raz wykorzystali artylerię i raz użyli broni strzeleckiej. Oprócz tego szturmowali miejscowość Szyrokine pod Mariupolem. Ukraińcy odparli trwający pół godziny atak.

Według nieoficjalnych informacji eksperta wojskowego Dmytra Tymczuka, rano doszło także do ostrzału z artylerii Dokuczajewska, miejscowości położonej między Mariupolem, a Donieckiem. Na miejsce separatyści dostarczają amunicję, co ma świadczyć o tym, że nie jest to krótkotrwały ostrzał. Podobne przygotowania trwają w okolicach Mariupola. Tam ściągany jest także ciężki sprzęt wojskowy.  Walczący pod Debalcewe bojówkarze przyjeżdżają tymczasem do Doniecka, m.in. naprawić broń.

Ukraiński sztab generalny twierdzi, że jest jeszcze za wcześnie, aby mówić, że zawieszenie broni jest przestrzegane. Zaznaczają, że nie można więc rozpocząć realizacji drugiego punktu porozumień mińskich, czyli wycofania ciężkiego sprzętu wojskowego.

Tymczasem minister spraw zagranicznych Niemiec Frank-Walter Steinmeier widzi szansę na uspokojenie sytuacji na wschodzie Ukrainy. W wywiadzie dla dziennika „Bild” Steinmeier powiedział, że pojawiły się pierwsze sygnały, iż może dojść do pewnego odprężenia.  Niemiecki minister zauważył, że obie strony konfliktu w końcu wymieniły jeńców i zaczynają wycofywać ciężką broń. Co prawda, jeszcze nie wszędzie, ale na ważnych odcinkach frontu.

Steinmeier podkreślił, że separatyści muszą teraz wstrzymać swoje działania militarne, a zadaniem władz w Moskwie jest dalsze wywieranie presji na rebeliantów. Niemiecki minister dodał, że mimo wszystkich trudności, porozumienie z Mińska zachowuje swoje szanse. Utraciłoby jednak podstawę gdyby separatyści zaatakowali Mariupol. 

ZOBACZ TAKŻE: Schetyna dla "DGP": Rosja może wykorzystać Grecję. Ale jest większe niebezpieczeństwo>>>