Spotkanie trwało niecałe 7 godzin i zakończyło się krótko przed godz. 1 w nocy. O ustaleniach na wspólnej konferencji jako pierwsi poinformowali przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk oraz szef Komisji Europejskiej, Jean-Claude Juncker.

Kraje unijne zgodziły się na przekazanie miliarda euro dla agend Organizacji Narodów Zjednoczonych - Wysokiego Komisarza ds. Uchodźców i Światowego Programu Żywnościowego. Środki mają zostać spożytkowane na pomoc migrantom z Bliskiego Wschodu. Jak powiedział Donald Tusk, do końca listopada mają powstać tak zwane "hot spoty", czyli centra identyfikacji uchodźców, w których przybysze mają zostać zarejestrowani i szczegółowo sprawdzeni pod kątem bezpieczeństwa. Ci, którzy nie będą kwalifikowali się do otrzymania azylu, zostaną odesłani do kraju pochodzenia. Na utworzeniu takich centrów zależało m.in. Polsce. Na szczycie zapadła też decyzja o wzmocnieniu kontroli na zewnętrznych granicach Unii Europejskiej.

Przewodniczący Rady Europejskiej podkreślił, że największa fala uchodźców jeszcze przed nami. Zwrócił uwagę, że należy mówić o milionach osób, które będą próbowały dotrzeć do Europy przede wszystkim z Syrii, ale także Iraku czy Afganistanu. Jak dodał - dzisiejsze spotkanie miało służyć uzgodnieniu krótkoterminowych działań wobec kryzysu przed kolejnym spotkaniem unijnych przywódców, które odbędzie się za 3 tygodnie.

Z kolei szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker zaznaczył, że szczyt przebiegał w znakomitej atmosferze, a napięcie było mniejsze niż niektórzy przewidywali.
Juncker i Tusk poinformowali również, że 5 października zamierzają spotkać się z prezydentem Turcji Recepem Tayyipem Erdoganem, by porozmawiać o sposobach powstrzymania masowego napływu uchodźców do Grecji przez Morze Egejskie.

Premier Ewa Kopacz mówiła na konferencji po zakończeniu szczytu, że Polska włączy się w pomoc finansową dla imigrantów z Bliskiego Wschodu. Nie podała jednak konkretnych kwot. Zapowiedziała, że decyzja w tej sprawie zapadnie na najbliższym posiedzeniu rządu, po rozmowie z ministrem finansów. A o ustalonej już kwocie zostaną potem poinformowani szefowie Rady Europejskiej i Komisji Europejskiej. Mówiła również, że Polsce bardzo zależało na wprowadzeniu "hot spotów" dla uchodźców, ale także na tym, by połączono tą kwestię z relokacją uchodźców i polityką powrotową. Tak też się stało.

To daje gwarancję na to, że wreszcie zacznie to przynosić efekty - mówiła premier Kopacz.

Wczoraj ministrowie spraw wewnętrznych państw członkowskich przyjęli plan rozlokowania 66 tysięcy uchodźców, z całkowitej liczby 120 tysięcy zaakceptowanej przez Komisję Europejską. Decyzja w sprawie pozostałych 54 tysięcy ma zostać podjęta za rok.

Plan poparła zdecydowana większość krajów unijnych, w tym Polska. Przeciwne były Czechy, Węgry, Słowacja i Rumunia. Finlandia wstrzymała się od głosu.

Na jego mocy do Polski trafić ma około 5 tysięcy uchodźców, choć jak informował wiceminister spraw zagranicznych Rafał Trzaskowski, ostatecznie ta liczba może być mniejsza i wynieść ok. 4,5 tysiąca osób. Pierwsi z nich mają trafić do naszego kraju w przyszłym roku. Do tego dochodzi 2 tysięcy osób, których przyjęcie Polska deklarowała wcześniej.