Michał Potocki: Jak pani ocenia swój wynik wyborczy? 4,4 proc. to niewiele.

Taciana Karatkiewicz, kandydatka na prezydenta Białorusi: Nie wierzymy w te dane. Wyniki, które otrzymujemy od obserwatorów z ramienia kampanii Prawo Wyboru, są zupełnie inne.

Uzna pani zwycięstwo Łukaszenki?

Na razie trudno powiedzieć. Są bardzo różne dane dotyczące tego, ile głosów otrzymałam w rzeczywistości. Wahają się między 10 a 30 proc. Mój konkurent Alaksandr Łukaszenka również otrzymał wiele głosów. Na razie nie wiemy, jak te głosy się w rzeczywistości rozdzieliły. Najważniejsze, że czuję się srebrną medalistką.

Zdobyła pani doświadczenie, ma pani własną ekipę. Co pani zamierza dalej zrobić z tym doświadczeniem?

Mówiłam swoim wyborcom, że 20 proc. z 7 mln głosujących to 1,5 mln ludzi, którzy chcą takich zmian, o jakich mówiliśmy w swoim programie.  Ja i mój zespół będziemy promować nasz program w przyszłorocznej kampanii parlamentarnej. Będziemy walczyć o to, by głos mój i moich wyborców został usłyszany. Będziemy dalej zajmować się polityką.

Pani konkurenci z obozu opozycji sugerują, że władze obiecały wam już wejście do parlamentu w zamian za łagodną retorykę, jaką stosowała pani do tej pory. Macie umowę z władzami?

W ten sposób komentuje się działania każdego polityka opozycji, który może się pochwalić jakimś sukcesem. Ja i mój zespół ciężko pracowaliśmy na swoje poparcie, choć wydaje nam się, że mogliśmy osiągnąć więcej, gdyby warunki dla prowadzenia kampanii były jednakowe dla wszystkich kandydatów. Mam na myśli m.in. wykorzystywanie aparatu państwa do wspierania kandydata władz i nierówny dostęp do mediów. Jako reprezentantka kampanii Mów Prawdę!, która ruszyła w 2010 roku, mogę powiedzieć, że od początku nam prorokowano, że jesteśmy ruchem na jeden sezon i wkrótce znikniemy. Przetrwaliśmy, bo codziennie pracowaliśmy, szukaliśmy grupy docelowej. Tylko dzięki temu jesteśmy w tym miejscu, gdzie jesteśmy.

Czy Łukaszenka pójdzie na reformę konstytucji i wzmocni parlament?

Wszystko jest możliwe, tylko musimy głośno mówić, czego potrzebujemy. Im więcej ludzi zjednoczymy, tym lepiej będziemy słyszani. Dzisiaj w żadnym z miast nie usłyszy się pozytywnej oceny władz lokalnych czy deputowanych. Być może doszliśmy do momentu, w którym i oni zrozumieją, że coś trzeba zmienić.

Podczas kampanii popsuły się pani relacje z tradycyjną opozycją. Jak powinny wyglądać pani relacje z nią?

Jak w moim haśle wyborczym: "narod patrabuje pawahi", ludzie oczekują szacunku. Mnie go wystarczyło, by żadnego z polityków nie obrażać i im także powinno go wystarczyć. Ludzie wyznający wartości demokratyczne, posiadający doświadczenie życiowe i polityczne mogą mieć różne poglądy na to, jak dojść do demokratycznej Białorusi. Ale nie powinniśmy zniżać się do poziomu, na którym będziemy się obrażać na poziomie osobistym.  Nie pasuje to ani mi, ani moim wyborcom. Krytykujmy swoje propozycje polityczne. Możemy się porozumieć, możemy też iść każdy własną drogą, ale nie przeszkadzajmy sobie nawzajem.

Popiera pani zniesienie sankcji wobec Białorusi? Decyzja UE w tej sprawie jest już praktycznie gotowa.

Ogólnie jesteśmy za zrównoważonymi stosunkami ze wszystkimi sąsiadami. Jeśli zdjęcie sankcji spowoduje wzmocnienie współpracy gospodarczej i kulturalnej z partnerami zewnętrznymi, jesteśmy za. Jeśli jednak miałoby posłużyć przedłużeniu kariery politycznej mojego konkurenta, to nie bardzo.