Sprawa zaczęła się, gdy prezydent Andrzej Duda zwołał na dzisiaj pierwsze posiedzenie Sejmu. Premier Ewa Kopacz poprosiła prezydenta, by to on poleciał na szczyt na Malcie. Jak tłumaczyła, ona sama musi być w Warszawie, by złożyć dymisję rządu.

Prezydent Andrzej Duda odmówił i podkreślał, że premier może złożyć dymisję na piśmie i lecieć na Maltę. Ostatecznie Ewa Kopacz poprosiła premiera Czech Bohuslava Sobotę, by ten reprezentował Polskę na Malcie. Czechy, bo w tej chwili mają przewodnictwo w Grupie Wszehradzkiej, mamy z nimi wspólne stanowisko w sprawie migracji - argumentowała premier.

Ewa Kopacz skarżyła się na brak komunikacji z prezydentem. Z kolei prezydent argumentował w Radiowej Jedynce, że premier nie chce jechać na szczyt z powodów politycznych. To raczej kwestia wewnętrznych problemów w Platformie, a nie kwestia tego, że są jakieś ograniczone konstytucyjnie możliwości - stwierdził Andrzej Duda.

Czeski premier Bohuslav Sobotka mówił wczoraj na Malcie, że Praga i Warszawa mają zbieżne stanowiska, dlatego na szczycie będzie mówił w imieniu obu krajów.

Wczoraj w czasie uroczystości z okazji Dnia Niepodległości w Warszawie Andrzej Duda i Ewa Kopacz zamienili ze sobą kilka słów. Kancelaria Prezydenta twierdzi, że politycy uzgadniali miejsce, w jakim premier ma złożyć dymisję.