Zdaniem Hermana Van Rompuya, kryzys migracyjny i tragedia ludzi stanowi poważne wyzwanie tak dla Europy, jak i dla samego Donalda Tuska. Cytowany przez Politico poprzednik Polaka na stanowisku szefa Rady Europejskiej za postawę w obliczu tej sytuacji pochwalił Angelę Merkel, która o uchodźcach mówi "w sposób ludzki". - Bardzo mi tego brakowało na europejskim poziomie - jakby to było po prostu zagrożenie, jakby to nie dotyczyło pogrążonych w rozpaczy ludzi - mówił Rompuy.

Jego zdaniem wypowiedzi i postawa liderów z Europy Środkowej i Wschodniej zbyt często ocierały się o populizm i demagogię. - Wielu liderów mierzy się ze skrajnie prawicowymi tendencjami. Sami więc również przesuwają się na prawo, licząc, że to zablokuje rozrost postaw skrajnych - mówił Rompuy.

Dodał, że oba kryzysy - ten walutowy i ten migracyjny - są w pewnym sensie do siebie podobne. Są to bowiem rozwiązania polityczne, które zostały zaprojektowane z myślą o "zwykłych okolicznościach", a nie trudnych czasach. Kryzys obnażył brak narzędzi, które pozwoliłyby się z nimi uporać.

- Liderzy musieli w końcu stwierdzi, że nie ma narzędzi na czasy kryzysu ani takich, które zapobiegłyby mu w przyszłości. Schengen również zostało stworzone z myślą o zwyczajnych okolicznościach, nie na sytuację, kiedy u granic Europy stoi milion ludzi - stwierdził.

Van Rompuy przyznał jednocześnie, że czuje odpowiedzialność i żałuje, że Unia Europejska nie miała jednoznacznej i skoordynowanej odpowiedzi na trwającą w Syrii wojnę domową. Że nie zapobiegła zmniejszeniu finansowania obozów dla uchodźców w Jordanii i Libanie, przez co mamy do czynienia ze straconym pokoleniem syryjskich dzieci, które nigdy nie chodziły do szkoły i nie pamiętają czasów bez wojny. A także że nie podjęto odpowiednich środków po tym, jak Włochy zawiesiły swą operację Mare Nostrum - poszukiwania i ratowania uchodźców, przeprawiających się przez Morze Śródziemne. Przyznał, że ma poczucie, iż nie zrobił wszystkiego, co było w jego mocy, by przygotować Europę na to, co ją czeka.