Sondaż Reuters/Ipsos przeprowadzono w dniach 22-28 marca na grupie 1976 osób. Ankietowanych pytano, czy uzasadnione jest stosowanie tortur wobec "podejrzewanych o terroryzm, by zdobyć informacje o terroryzmie". Około 25 proc. odpowiedziało, że "często" jest to uzasadnione, a kolejne 38 proc., że "czasami" jest to uzasadnione. Tylko 15 proc. uważa, że nigdy nie należy uciekać się do takich metod.

Republikanie, bardziej niż Demokraci, skłaniają się ku torturom. 82 proc. wyborców GOP twierdzi, że tortury "często" lub "czasami" są uzasadnione, w porównaniu do 53 proc. Demokratów.

Około dwóch trzecich respondentów spodziewa się, że w ciągu kolejnych sześciu miesięcy w USA dojdzie do ataku terrorystycznego.

Wyniki sondażu świadczą o nastrojach społecznych panujących w USA po masakrze w San Bernardino z grudnia ubiegłego roku, w której zginęło 14 osób, oraz po zamachach z ostatnich miesięcy w Europie, w tym z 22 marca w Brukseli, gdzie zginęły co najmniej 32 osoby.

Donald Trump, główny pretendent do republikańskiej nominacji na listopadowe wybory prezydenckie w USA, celowo porusza w kampanii wyborczej kwestię tego, czy podejrzewani o terroryzm powinni być torturowani. Kontrowersyjny miliarder zapowiedział, że cofnie wprowadzony przez prezydenta Baracka Obamę zakaz tzw. waterboardingu, czyli podtapiania, a także zezwoli na stosowanie jeszcze brutalniejszych metod zdobywania informacji. Chociaż stanowisko Trumpa jest krytykowane przez organizacje praw człowieka czy jego politycznych rywali, to wyniki sondażu sugerują, iż wielu Amerykanów zgadza się z nim w tej kwestii. Respondentów nie proszono, by zdefiniowali, co uznają za tortury.

- Opinia publiczna musi sobie obecnie radzić z szeregiem negatywnych emocji: strachem, złością, ogólnym niepokojem. Trump daje tym uczuciom pewną wiarygodność - uważa Elizabeth Zechmeister z Uniwersytetu Vanderbilta, która badała powiązania między zagrożeniem terrorystycznym a opinią publiczną.

Inne sondaże z ostatnich lat wykazywały, że poparcie dla stosowania tortur oscyluje w USA wokół 50 proc. Z badania Amnesty International z 2014 roku wynika, że poparcie to wynosi ok. 45 proc., w porównaniu do 64 proc. w Nigerii, 66 proc. w Kenii i 74 proc. w Indiach.

W Nigerii od siedmiu lat dochodzi do ataków dżihadystów z Boko Haram, którzy zabili ponad 20 tys. ludzi i zmusili do ucieczki z domów ponad 2,5 mln osób. W Kenii krwawych zamachów dokonują bojownicy Al-Szabab, a Indie od lat stawiają czoło maoistycznym rebeliantom.