- wskazuje publicysta Marc A. Thiessen.
Autor komentarza pisze, że gdy Abdeslam, uważany za koordynatora listopadowych zamachów w Paryżu, został schwytany, belgijskie władze precyzyjnie wdrażały odpowiednie procedury: dały mu prawnika i poinformowały, że ma prawo milczeć. Cztery dni później komórka terrorystyczna przeprowadziła ataki w Brukseli, w których zginęło 35 osób, a 340 zostało rannych.
- jak zauważa Thiessen - . Komentator pyta, dlaczego tak się stało i odpowiada powołując się na wysokiego rangą przedstawiciela belgijskich służb bezpieczeństwa - ponieważ Abdeslam .
- zauważa Thiessen. Jednak - dodaje publicysta.
Według "New York Timesa" Abdeslam wynajmował samochody, wyszukiwał mieszkania i wybierał ludzi do zamachów. - podkreśla Thiessen.
Tymczasem śledczy - zaznacza komentator "WP". I przypomina, że w kryjówce Abdeslama znaleziono niewykorzystane detonatory i broń z jego odciskami palców i nie spytano go, do czego chce je wykorzystać.. Thiessen pisze, że to - ocenia, wskazując że "fatalnym błędem" były liczne konferencje prasowe, na których informowano o aresztowaniu Abdeslama oraz o tym, jak dobrze współpracuje.
- podkreśla komentator "WP". - zauważa.
Według Thiessena przypadek ten pokazuje, że potrzebne jest stworzenie jakiejś formy tajnego przetrzymywania groźnych terrorystów i zastosowania metod wywiadowczych podczas przesłuchań. - wskazuje publicysta "WP".
- podsumowuje. - przestrzega komentator "Washington Post".