Pierwsza debata kandydatów na prezydenta USA, która w poniedziałek wieczorem amerykańskiego czasu odbyła się na uniwersytecie Hofstra w Nowym Jorku, z racji tego, że obydwoje pretendenci budzą ogromne emocje - głównie negatywne - cieszyła się rekordowym zainteresowaniem. Według przewidywań, widownia miała sięgnąć nawet stu milionów osób. Była to zatem najlepsza okazja, by pokazać swoje kompetencje do pełnienia najwyższego urzędu w państwie.

Debata, która rozpoczęła się z ok. czterominutowym opóźnieniem, była podzielona na trzy części poświęcone dobrobytowi Ameryki, kierunku, w jakim ona zmierza, oraz zapewnieniu jej bezpieczeństwa, choć zarówno Donald Trump i Hillary Clinton nie zawsze sztywno trzymali się tematyki.

- Mam wrażenie, że przed końcem wieczoru będę obwiniana za wszystko, co kiedykolwiek się wydarzyło - powiedziała w pewnym momencie była sekretarz stanu, choć ani razu nie straciła panowania nad sobą, a nawet przez większość czasu zachowywała pogodę ducha. - Dlaczego nie? - przerwał jej Trump.

Ale Clinton nie pozostawała dłużna i również ostro atakowała. Zarzucała Trumpowi m.in., że nie płacił osobom wykonującym prace na terenie jego nieruchomości - np. architektom czy dekoratorom wnętrz, że przyczyną jego niechęci do ujawnienia zeznań podatkowych jest to, iż nie jest tak bogaty jak przekonuje albo ma zobowiązania wobec banków, albo też pokazałoby to, iż dzięki lukom podatkowym nie płaci fiskusowi nic. - Ujawnię moje zeznania podatkowe, wbrew radom moich prawników, jak tylko ona upubliczni 33 tysiące maili, które zostały skasowane - odparł Trump. Chodzi o ciągnącą się za Cliton sprawę wysyłania w okresie kierowania przez nią Departamentem Stanu poufnych maili z prywatnego, słabiej zabezpieczonego serwera. Temat, przez który była sekretarz stanu mocno straciła na wiarygodności, w debacie nie był jednak długo roztrząsany. Clinton oświadczyła, że popełniła błąd i dziś by tak nie postąpiła, i w ten sposób udało jej się zamknąć ten wątek.

Właśnie podatki i tworzenie miejsc pracy były tematem przewodnim pierwszej części debaty. Trump przekonywał, że najlepszym sposobem na zwiększenie zatrudnienia i zapobieganie outsourcingowi jest obniżenie stawki CIT do 15 proc. Kilkukrotnie powtarzał, że to przez wysokie podatki amerykańskie firmy uciekają za granicę, zwłaszcza do Meksyku. - Donald, wiem, że żyjesz w swoim własnym świecie, ale to nie są fakty - mówiła Clinton. Twierdziła, że obniżenie podatków zwiększy deficyt i sprowadzi na kraj recesję, a lepszym sposobem na zatrudnienie są inwestycje państwowe i wyrównywanie szans np. w dostępie do edukacji, sfinansowane to zaś powinno być z poniesienia podatków dla najbogatszych. Ale to Trump, który kilka razy przywoływał zamykane fabryki w Ohio czy Illinois, wydawał się w tej części bardziej przekonujący.

- On ma długą historię rasistowskich zachowań. On naprawdę zaczął swoją karierę polityczną od rasistowskiego kłamstwa, że pierwszy czarny prezydent kraju nie jest amerykańskim obywatelem. I podtrzymywał to przez rok - zarzuciła Clinton Trumpowi, choć ten niedawno oficjalnie wycofał się z tych twierdzeń. Sprawa relacji rasowych w USA, powtarzających się coraz częściej przypadków śmierci czarnych mieszkańców z rąk policji była głównym tematem drugiej części debaty. W tej kwestii ani Clinton, ani Trump nie zaproponowali przekonujących rozwiązań. Była sekretarz stanu mówiła o potrzebie poprawy relacji między władzami na poziomie lokalnym a społecznościami, a także o konieczności ograniczenia dostępu do broni; Trump powtarzał o konieczności przywrócenia prawa i porządku, wiązał sprawę rosnącej przestępczości z nielegalną imigracją, ale uważał, by nie oskarżać mniejszości etnicznych o przestępczość. Odwrotnie - mówił, iż Afroamerykanie i Latynosi „żyją w piekle”, co jest winą polityków.

Obydwoje kandydaci przekonywali, iż to oni mają lepsze kompetencje do pełnienia urzędu prezydenta, a druga strona ich nie ma. Trump stwierdził, że po jego zwycięstwie Stanami Zjednoczonymi wreszcie będzie zarządzał ktoś, kto ma doświadczenie finansowe, podczas gdy Clinton nie ma w sobie siły i determinacji do dbania o interesy kraju. – Walczysz z ISIS (Państwem Islamskim) całe swoje dorosłe życie - mówił, zarzucając Clinton nieefektywność w czasie pełnienia funkcji sekretarz stanu. - Dobrze, jak tylko on pojedzie do 112 krajów, wynegocjuje układ pokojowy, zawieszenie broni, zwolnienie dysydentów, otworzy narodom na świecie nowe możliwości, a nawet spędzi 11 godzin zeznając przed komisją w Kongresie, wtedy może mi mówić o determinacji - przekonywała Clinton. - Hillary ma doświadczenie, ale to są złe doświadczenia - odparował Trump.

Według sondażu przeprowadzonego ad hoc przez stację CNN, debatę wygrała Hillary Clinton, na którą wskazało 61 proc. pytanych, ale nie była to reprezentatywna próba, bo w grupie wyraźną przewagę mieli zwolennicy Demokratów.