W co była ubrana panna młoda? Kto był na weselu? Jaki wyglądał pierwszy pocałunek pary? – czeskie media od tygodni prześcigają się w relacjonowaniu ślubnych perypetii jednego z najbogatszych Czechów, byłego ministra finansów i czarnego konia zbliżających się wyborów parlamentarnych. Eksperci nie mają wątpliwości, że wystawny ślub na trzy miesiące przed głosowaniem to kolejne mistrzowskie pociągnięcie 62-letniego Andreja Babisza, uznawanego za pewnego kandydata do fotela premiera.

Dzięki ślubowi z wieloletnią partnerką Moniką udało mu się upiec trzy pieczenie na jednym ogniu. Po pierwsze – zaczął kampanię wyborczą (przygotowania do ślubu i samą imprezę można było śledzić w internecie, a pikantne szczegóły relacjonowały nie tylko tabloidy, ale również poważniejsze gazety). Po drugie – odwrócił uwagę od mniej wygodnych wiadomości na swój temat (artykuły o sejmowej komisji śledczej badającej udział Babisza w dostępie do tajnych dokumentów policyjnych przykryły wiadomości o cenie sukni ślubnej panny młodej i francuskim pocałunku pary). I po trzecie – zapewnił sobie możliwość „załatwienia” niewygodnej politycznie sytuacji majątkowej. Teraz część biznesu będzie mógł przepisać na żonę.

Jak Arystoteles

Historia Babisza porównywana jest do tej Donalda Trumpa czy Silvio Berlusconiego. Bogacz przebił się do polityki niecałe cztery lata temu, zaskakując wszystkich politycznych komentatorów – jeszcze na miesiące przed wyborami sondaże dawały jego partii ANO (skrót od: Akcja Niezadowolonych Obywateli – tworzy czeskie TAK) niecałe 5 proc. szans. Ostatecznie otrzymał aż 18 proc. poparcia, które zapewniło mu nie tylko silną pozycję w sejmie, ale i udział w koalicji. Kilka miesięcy później Babisz został pierwszym wicepremierem i ministrem finansów.

Dziś – mimo utraty stanowiska w rządzie, podejrzeń o unikanie płacenia podatków i wykorzystywanie stanowiska "głównego księgowego" w państwie do dotowania własnych firm, a także wpływania na media – poparcia nie traci. Jeszcze w kwietniu należał do najbardziej popularnych polityków z niemal 60-proc. wynikiem. Sondaż przeprowadzono już po tym, kiedy wyszło na jaw kilka afer z jego udziałem. Badania opinii publicznej sprzed kilku dni zaś pokazują, że w jesiennych wyborach parlamentarnych ANO może liczyć na niemal 30 proc. głosów. Na drugim miejscu znajduje się partia komunistyczna, którą popiera dwukrotnie mniej wyborców.