Podczas czwartkowej konferencji prasowej rzecznik Komisji Europejskiej Margaritis Schinas odrzucał sugestie, jakoby władze Unii nie chciały zauważyć łamania praw Katalończyków przez rząd w Madrycie. Powtarzał, że stanowisko Komisji pozostaje niezmienne: KE respektuje konstytucję państwa hiszpańskiego. Tłumaczył jednocześnie, że Komisja Europejska nie ma kompetencji, które pozwalałyby jej podejmować w tego rodzaju sprawach jakiekolwiek działania mediacyjne.

Dziennikarze wskazywali, że ostatnie wydarzenia w Katalonii, takie jak aresztowania separatystycznych polityków czy konfiskata dokumentów niezbędnych do przeprowadzenia referendum w sprawie niepodległości tego regionu powinny wzbudzić zaniepokojenie Komisji - zwłaszcza jeśli idzie o przestrzeganie przez Madryt standardów demokratycznych. Pytali również, czy nie jest to właściwa okazja, by rozważyć wobec Madrytu zastosowanie artykułu 7 - tego samego, którego użycie KE rozważa w sprawie naruszenia praworządności i naruszenia prawa unijnego wobec Polski.

Na wszystkie te uwagi rzecznik KE odpowiadał niezmiennie, że Komisja w pełni respektuje konstytucję Hiszpanii, tak jak i wszystkie konstytucje państw członkowskich.

Kwestia stosunku Komisji Europejskiej do dążeń niepodległościowych Katalonii stała się przedmiotem gorących dyskusji w ubiegłym tygodniu, po tym gdy w trakcie telewizyjnej konferencji z internautami Jean-Claude Juncker napomknął, iż po uzyskaniu niepodległości mieszkańcy tego regionu mogliby przystąpić do Unii Europejskiej.

Dla większości Katalończyków był to wyraz poparcia dla ich dążeń. Sam szef KE oświadczył jednak, że został błędnie zrozumiany, bo chciał jedynie przypomnieć, iż po ewentualnym odseparowaniu się od Hiszpanii region ten mógłby podjąć starania o przyjęcie do Unii, ale na takich zasadach, jak wszystkie inne starające się o członkostwo kraje.

Wielu brukselskich komentatorów uważa, że obecne niewzruszone stanowisko KE jest w dużej mierze skutkiem tamtego nieporozumienia i teraz Komisja woli w ogóle nie komentować tego, co dzieje się w Katalonii, by nie posądzono jej o stronniczość.

Stanowisko to jest mile widziane w większości europejskich stolic, zwłaszcza tych krajów, gdzie wciąż jeszcze żywe są ruchy separatystyczne, np. w Belgii czy we Włoszech. Ale nie tylko - w podobnym tonie, wzywającym do poszanowania obowiązującego prawa i porządku publicznego, brzmiał komunikat rzecznika prasowego rządu w Berlinie. W niektórych krajach i instytucjach zaczynają się jednak pojawiać głosy wyrażające poparcie dla referendum i krytyczne wobec metod, jakimi w obronie porządku konstytucyjnego posługuje się rząd Mariano Rajoya.

Szefowa Szkockiej Partii Narodowej Nicola Sturgeon oświadczyła w czwartek w związku z wydarzeniami w Katalonii, że prawo do samostanowienia narodów stanowi ważną zasadę. Z kolei Ska Keller, współprzewodnicząca ugrupowania Zielonych w PE napisała na swoim Twitterze: "Represje nie stanowią rozwiązania dla problemów politycznych. Dialog i polityka powinny wziąć górę."

Natomiast poseł do duńskiego parlamentu krajowego Nikolaj Villumsen wezwał ministra spraw zagranicznych Danii Andersa Samuelsona, by podjął działania wobec "represji państwa hiszpańskiego w Katalonii".

W środę katalońscy eurodeputowani z Wolnego Sojuszu Europejskiego w liście do Komisji Europejskiej i posłów Parlamentu Europejskiego wezwali instytucje unijne do reakcji na ostatnie działania Madrytu, które ich zdaniem stanowią naruszenie traktatów UE oraz europejskich praw podstawowych.

Referendum niepodległościowe w Katalonii, przewidziane na 1 października, zostało uznane przez hiszpańskie władze za nielegalne. Wkrótce potem stanowisko to zostało poparte orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego w Madrycie. Mimo to zwolennicy niepodległości nie przerwali kampanii. W konsekwencji władze Hiszpanii aresztowały w środę separatystycznych polityków i skonfiskowały dokumenty związane z referendum; rząd przejął też bezterminowo kontrolę nad budżetem Katalonii.