Morawiecki jest jedynym polskim parlamentarzystą uczestniczącym w tym wydarzeniu. - Polska powinna pozytywnie odnieść się do wyników kurdyjskiego referendum niepodległościowego – powiedział w rozmowie z PAP. Podkreślił, że traktuje iracki Kurdystan jako przyczółek dla stabilizacji Bliskiego Wschodu, enklawę pokoju międzyreligijnego, w której chrześcijanie mogą swobodnie praktykować swoją religię, oraz jako forpocztę europejskich wartości opartych na tolerancji i demokracji.

Morawiecki dodał, że docenia rolę, jaką Kurdystan odegrał w powstrzymywaniu ekstremizmu Państwa Islamskiego (IS) oraz pomocy dla uchodźców. "Ta wojna, która tu się toczy, a w której ogromną rolę odgrywają Kurdowie, dotyczy również nas, Polaków" – powiedział.

CZYTAJ TAKŻE: Jedyny naród, który skutecznie walczy z ISIS. Kurdowie - ogólnoświatowy wyrzut sumienia [ROZMOWA DZIENNIK.PL]>>>

Jako obserwator kurdyjskiego referendum niepodległościowego Morawiecki odwiedził kilka lokali wyborczych w stolicy Regionu Kurdystanu - Irbilu. Podkreślił, że największe wrażenie zrobił na nim ogromny entuzjazm, jaki widział wśród ludzi biorących udział w głosowaniu. Dodał też, że nie dostrzegł żadnych nieprawidłowości. "Trudno mi ocenić przebieg referendum w sposób całościowy, ale w takim zakresie, jaki mogłem zaobserwować, referendum przebiegało prawidłowo" - stwierdził. Wysoko ocenił również zdolność kurdyjskiego wojska - Peszmergi - do zapewnienia bezpieczeństwa głosowania.

Morawiecki nieco krytycznie odniósł się jednak do sposobu sformułowania pytania referendalnego. Pytanie to brzmi: „Czy chcesz by Region Kurdystanu oraz kurdyjskie tereny poza administracją Regionu stały się niepodległym państwem?”. Zdaniem Morawieckiego objęcie terenów spornych niesie za sobą ryzyko, że znów Kurdowie „wejdą w koleiny prowadzące ich ku nieszczęściu”. W tym kontekście Morawiecki wspomniał podobne do polskich, tragiczne losy narodu kurdyjskiego. - Kurdowie mieli szansę zyskać niepodległość po pierwszej wojnie światowej, w tym samym czasie co my, ale na ich nieszczęście mieli ropę, co spowodowało, że znów ich tereny zostały podzielone - przypomniał.

Zdaniem Morawieckiego nie ma podstaw do obaw wyrażanych przez niektóre kraje, że referendum doprowadzi do destabilizacji. - Kurdowie przecież nie deklarują, że od razu po referendum ogłoszą niepodległość. Są gotowi na dialog z władzami irackimi - podkreślił.

Morawiecki przyznał, że od lat interesuje się sprawą kurdyjską i darzy Kurdów sympatią, m.in. z powodu podobnych do polskich losów tego narodu. - Kurdystan został podzielony między kilka państw tak jak niegdyś Polska, a naród (kurdyjski) przez wieki był ściśnięty między dwoma mocarstwami, tj. Persją i Turcją, tak jak my byliśmy między Niemcami a Rosją – wskazał. Morawiecki wspomniał też, że Kurdowie doznali tragedii ludobójstwa, gdy w latach 80. gazowano ich wioski. - Kurdowie sto lat czekali na tę chwilę, więc postanowiłem zobaczyć to na własne oczy – podkreślił w odpowiedzi na pytanie o motywy jego wizyty.

Od rana na terenach kontrolowanych w Iraku przez Kurdów trwa referendum niepodległościowe, organizowane przez autonomiczny regionalny rząd Kurdystanu.

Podczas rozmowy telefonicznej w niedzielę wieczorem z premierem Iraku Hajdarem Dżawadem al-Abadim prezydent Iranu Hasan Rowhani wyraził po raz kolejny swojej poparcie dla władz centralnych w Bagdadzie. - Islamska Republika Iranu w pełni popiera iracki rząd centralny" - oświadczył prezydent Iranu. Podkreślił, że Teheran sprzeciwia się wszelkim działaniom wymierzonym w integralność terytorialną, czy jedność Iraku - podała oficjalna irańska agencja prasowa Irna.

Iran, podobnie jak Turcja i Syria oraz władze w Bagdadzie, sprzeciwia się niepodległości irackiego Kurdystanu. Władze tych krajów, w których mieszka liczna mniejszość kurdyjska, obawiają się nasilenia tendencji separatystycznych.