"Po 13 latach zaczął się zmierzch Merkel jako niemieckiej kanclerz" i "nikt nie oczekuje, by wystartowała ona ponownie w 2021 roku" - pisze "FT". Jej władza "słabnie szybko" i może oznaczać koniec dla "niepewnej wielkiej koalicji rządowej" w Berlinie. Również może "zachwiać UE, która przyzwyczaiła się do niej jako stałego punktu w regionie nawiedzanym przez gospodarcze i polityczne wstrząsy".

Jako dowód osłabienia Merkel "FT" przytacza ubiegłotygodniową nominację na przewodniczącego frakcji CDU/CSU w Bundestagu Ralpha Brinkhausa. Ten chadecki polityk wygrał w głosowaniu z protegowanym Merkel - Volkerem Kauderem.

Brytyjski dziennik podkreśla, że Brinkhaus zapewniał o swoim wsparciu dla Merkel, ale jego nominacja to "niemieckie polityczne trzęsienie ziemi". Wybuchło ze skumulowanej frustracji chadeków z powodu słabych wyników wyborczych, ustępstw wobec ich centrolewicowych koalicyjnych partnerów (z SPD) oraz przede wszystkim z doniosłej decyzji Merkel o przyjęciu 1 miliona migrantów w latach 2015-2016 - odnotowuje "FT".

Zauważa również, że sprawę Kaudera poprzedzała "seria starć między CDU i jej konserwatywnymi partnerami z bawarskiej CSU". Jedno z nich dotyczyło imigracji, kolejne kontrowersyjnych komentarzy szefa kontrwywiadu (...) w sprawie wydarzeń w Chemnitz - wylicza "FT". Według dziennika "osłabiły one kanclerz i zdestabilizowały koalicję".

Rosną żądania konserwatystów dotyczące odnowienia polityki oraz kadr - pisze dalej "FT". Jednocześnie ocenia, że "nie wygląda na to, by Merkel miała zmierzyć się z natychmiastowym zagrożeniem lub rebelią", gdyż kanclerz ma "wiele powodów do świętowania", w tym "krzepką gospodarkę, pełne publiczne kasy oraz gwałtownie zmniejszający się dług państwowy".

"FT" przypomina jednak o pełnym wyzwań kalendarzu wyborczym. 14 października zaplanowane są wybory regionalne w Bawarii, w których CSU "szykuje się na najgorszy wynik w historii", a w dwa tygodnie później odbędzie się podobne głosowanie w Hesji. Na 2019 rok zaplanowane są natomiast wybory do europarlamentu.

Jak zauważa dziennik, "długie pożegnanie Merkel ma głębokie znaczenie dla UE, która jest coraz bardziej spolaryzowana między liberałów oraz siły nacjonalistyczne". W ocenie "FT" "zmniejszająca się moc" kanclerz "pozostawi próżnię, szczególnie teraz, gdy prezydent Francji Emmanuel Macron zawodzi u siebie w kraju (...)".

Na tym etapie kanclerz nie może zrobić wiele, by zmienić swoje dziedzictwo. Sześciopartyjny system polityczny w Niemczech oznacza, że koalicje nie będą tak stabilne jak w przeszłości. Ale Merkel może próbować "wpoić trochę porządku oraz celu" w swój rząd. W przeciwnym razie konflikt wewnętrzny pogorszy się, a polityczne turbulencje będą niekorzystne dla Niemiec i Europy - konkluduje "Financial Times".