Farmerzy drobiu od dawna szczepią lub dokładają do paszy antybiotyki zapobiegające infekcjom przewodu pokarmowego. Choroby obniżające wagę ptaka automatycznie zmniejszają bowiem ich zysk.

Poważny problem dostrzegają w tym naukowcy. Takie procedury mogą, według nich, prowadzić do wykształcenia się odpornej na antybiotyki bakterii, która może doprowadzić do prawdziwej pandemii.

Z Tyson Foods zmaga się amerykański Departament Rolnictwa. Urzędnicy już dwa lata walczą o zmianę hasła na etykiecie, na której napisano, że kurczaki są hodowane bez antybiotyków. O ile jednak na początku chodziło o dokładanie leków do karmy, to ujawnienie sprawy nakłuwania jajek nadało sprawie tempa.

W 2007 roku Tyson Foods z milionów etykiet na paczkach z mięsem kurczaków informował, że zwierzęta dorastały bez podawania antybiotyków. Departament Rolnictwa wykazał, że choć oficjalnie do paszy dodawali jedynie środki antybakteryjne, to są to jednak antybiotyki. Firma zmieniła więc naklejkę.

Zamiast "bez antybiotyków", na kurczakach pisano "bez antybiotyków dla ludzi". Po roku Departament Rolnictwa wymógł likwidację i tego hasła. Przy okazji ujawniono sprawę nakłuwania jajek.

Tyson Foods wstrzykiwał gotowym do wyklucia kurczakom gentamycynę. To jeden z mocniejszych antybiotyków, jakie może przepisać lekarz. Stosuje się go przy bardzo poważnych zakażeniach kości czy osierdzia. Rozkłada się przez wiele tygodni. Może też powodować silne działania uboczne.

Zaszczepione na dwa dni przed wykluciem kurczaki noszą w sobie gentamycynę na tyle długo, że substancja w niezmienionej postaci może przeniknąć do ciała człowieka. Co na to Tyson Foods? Prawnicy firmy nie przejmują się tym zbytnio. I używają najgłupszego możliwego argumentu: inni też tak robią.

I choć zgodzili się zmienić etykietkę, niemal natychmiast pozwali Departament Rolnictwa do sądu.