Według pierwszych nieoficjalnych jescze danych za otwarciem granic dla Bułgarów i Rumunów głosowało ponad 60 proc. Szwajcarów. Pełne wyniki spodziewane są dziś wieczorem.

Do głosowania na "tak" wzywały wszystkie siły polityczne i związkowe alpejskiego kraju oprócz konserwatywnej Szwajcarskiej Partii Ludowej (SVP). Zwolennicy układu argumentują, że Szwajcarska gospodarka niezwykle skorzystała na otwarciu swojego rynku pracy na obywateli UE.

Z kolei przeciwnicy rekrutowali się głównie spośród przestraszonych kryzysem finansowym obywateli, którzy boją się utraty miejsc pracy i wzrostu przestępczości. Podkreślają oni, że Bułgarzy i Rumunii zostali przyjęci do UE zbyt szybko i pochopnie i nie ma potrzeby dopuszczać ich na szwajcarski rynek.

Po ogłoszeniu wyników odetchnąć z ulgą może także Bruskela. "To byłaby prawdziwa katastrofa" - mówił wczoraj w wywiadzie dla "Neue Zuericher Zeitung" szef sprawującej unijną prezydencję czeskiej dyplomacji Karel Schwarzeberg. Przypomniał on, że jeśli Szwajcaria zamknęłaby się na któryś z krajów UE, Bruksela musiałaby wypowiedzieć wszystkie umowy o wolnym przepływie towarów i osób. A to mogłoby niezwykle utrudnić stosunki z alpejską republiką.