Młody dziennikarz "polował" na prezydenta USA od kilku miesięcy. W styczniu 2009 roku wybrał się nawet z dalekiej Florydy do Waszyngtonu, by obserwować zaprzysiężenie świeżo wybranego przywódcy w nadziei, że uda mu się go spotkać. Bez większych rezultatów. Upór Weavera został jednak nagrodzony i jego marzenie spełniło się w piątek. Barack Obama przyjął nastolatka w Białym Domu i udzielił mu 10-minutowego wywiadu. "Człowieku, dobrze wyglądasz w tym garniturze" - powiedział prezydent do chłopaka na powitanie. Tamten jednak nie dał się zbić z tropu i jak na wytrawnego dziennikarza przystało nie pozwalał prezydentowi zbywać go okrągłymi frazami. Już w drugim pytaniu wywiadu poświęconego w całości kwestiom edukacji Weaver kontrował: "Jak chce pan podnosić jakość edukacji, jeśli pańska administracja obcina fundusze przeznaczone na szkolnictwo?"

>>>Obama boi się indiańskiego pióropusza

Nastolatek z Florydy pytał też prezydenta o jakość jedzenia serwowanego uczniom w szkołach. Barack Obama obiecał, że zadba o to, by dzieci dostawały bardziej zdrowe posiłki zawierające więcej owoców i warzyw. "Na przykład mango?" - drążył Weaver. "Lubisz mango?" - odpowiadał zaskoczony prezydent. "Ja też. Ale nie mogę zagwarantować, że wszyscy uczniowie będą jedli mango" - dodał.

>>>Piwny szczyt Obamy

Młody dziennikarz nie omieszkał też zapytać, czy rówieśnicy dokuczali Barackowi Obamie, kiedy chodził do szkoły. "Szczerze mówiąc, to niespecjalnie. Byłem dość duży jak na swój wiek" - mówił śmiejąc się amerykański przywódca. Na koniec wywiadu Damon Weaver pozwolił sobie nawet na lekką poufałość z prezydentem. "Skoro już z panem zrobiłem wywiad, to może chce pan zostać moim ziomalem?" - zapytał. "Jasne, że bym chciał. Dobra robota, chłopie" - odpowiedział Obama.