Wybory zostały sfałszowane. Trzeba tylko ustalić dokładnie, w jakim zakresie i kto bezpośrednio za to odpowiada, bo kto jest profitentem widać gołym okiem. Pozostaje pytanie o organizatorów tego całego przedsięwzięcia - mówi w rozmowie z "Radiem Maryja" Jarosław Kaczyński. Prezes PiS ostrzega, że w ten sposób zmieniono ustrój w Polsce, bo państwo, gdzie fałszuje się wybory, nie jest już państwem demokratycznym. To początek drogi - mówiąc najkrócej - na Wschód, w sensie politycznym - stwierdził.

To już się w ramach demokracji nie mieści. Jeśli następuje taka zmiana wyników wyborów, która wpływa na kształt władzy, to tutaj nie ma o czym dyskutować, tylko trzeba bić na alarm - grzmi Kaczyński. 

Jego zdaniem, to nie pierwszy raz, gdy podobne zjawisko występuje w wyborach. Jest korelacja między głosami nieważnymi a poparciem dla PSL. W poprzednich wyborach też można było zauważyć różnicę między exit polls a wynikiem PSL. To efekt tego samego zjawiska, tylko teraz bardzo się ono zaostrzyło - uznał.

Jarosław Kaczyński boi się też, że protesty w sądach niczego nie zmienią - nawet jeśli partia przedstawi przekonujące dowody.  Nie mamy złudzeń co do do nich. Przecież prezes Sądu Najwyższego dała już sygnał, jak traktować protesty. Uważa też, że ataki prezydenta i premier to polityczny nacisk, a sądy są na takie naciski nieodporne. Jak sugeruje, te wszystkie naciski obniżają wiarygodność sądów. 

Lider największej opozycyjnej partii uważa, że po tych stwierdzeniu, on i działacze PiS staną się ofiarami chwytów retorycznych i technik socjotechnicznych przez tych, którzy bronią obecnej sytuacji, bo są w niej bardzo dobrze ustawieni. Zdaniem Jarosława Kaczyńskiego rządzący nie chcą bowiem zmian, które utrudnią fałszowanie wyborów, bo obawiają się utraty władzy i rozliczenia polityków koalicji przez PiS. Dlatego też ustalają wyniki przy zielonym stoliku, a nie przy urnach.

Jedynym wyjściem z tej sytuacji są więc, jak uważa lider PiS, uliczne protesty. Przygotowujemy marsz na 13 grudnia, tak jak co roku, ale tym razem pod hasłami obywatelskimi, pod hasłami związanymi właśnie z ochroną polskiej demokracji. To będzie obywatelski marsz z różami, który będzie mówił o sprzeciwie wobec wyborów. Im będzie liczniejszy, tym będzie lepiej. Ale później będzie trzeba to - tak jak to było w wypadku walki o Telewizję Trwam - powtarzać w różnych miejscach. Nie wolno dać o tym zapomnieć - podsumował.

ZOBACZ TAKŻE: Grabarczyk: Miller i Kaczyński wbijają sztylet w pierś demokracji>>>