Oto problemy, jakie mają Polacy za granicą

| Aktualizacja:
X

Brak polskich szkół i możliwości nauki ojczystego języka to główne problemy Polaków za granicą. Takie wnioski płyną z najnowszego raportu Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Autorzy przeanalizowali w nim sytuację Polonii w 30 krajach na świecie.

To pierwszy tak kompleksowy dokument, podsumowujący życie Polaków za granicą. - Dzięki niemu będziemy mogli dostosować działania do konkretnych problemów w danym państwie - mówi szef MSZ Radosław Sikorski. A to jego zdaniem jeden z priorytetów resortu. Poza granicami kraju żyje ponad 17 mln Polaków. I jak wynika z raportu MSZ, mają wiele problemów.

Najgorzej żyje się naszym rodakom na Wschodzie. Tam nie tylko polityka lokalnych władz, ale także ogólne warunki życia pozostawiają wiele do życzenia. - Często też Polacy znaleźli się tam, nie dlatego, że chcieli, ale dlatego, że tak zadecydowała historia - wyjaśnia Jan Borkowski, wiceszef MSZ ds. Polonii.

A gdzie żyje się najlepiej? Przede wszystkim w Kanadzie, Brazylii, Argentynie. W Europie rajem wydaje się Szwecja, gdzie Polacy mają te same prawa, co rdzenni mieszkańcy. Na dodatek tamtejsze władze finansowo organizacje polonijne, a szwedzki resort edukacji bierze na siebie także obowiązek zatrudniania nauczycieli języka polskiego. To jednak chlubny wyjątek na polonijnej mapie świata. Choć istnieje dyrektywa Rady UE, w myśl której państwa członkowskie powinny wspierać nauczanie dzieci ich języka ojczystego, w wielu państwach członkowskich pozostaje on martwym zapisem. W efekcie wiele polskich dzieci za granicą nie ma szans na naukę języka.

W większości państw brakuje także polskich szkół. - Mimo pisemnych wystąpień do resortu edukacji otrzymaliśmy jedynie odpowiedź, że trwają prace dotyczące kształcenia polskich dzieci za granicą - skarży się w raporcie polska ambasada w Londynie. Bo niewielkie polskie szkoły istniejące przy ambasadach mogą służyć tylko rodzinom dyplomatów.

- Państwo nie może w całości finansować szkół dla Polonii. Dlatego MEN chce wspierać zakładanie lokalnych szkół społecznych, których koszt utrzymania częściowo ponosiliby rodzice - tłumaczy Maciej Szymański, dyrektor departamentu ds. Polonii w MSZ. Jak wspiera? Jak ustaliliśmy, powstał w resorcie edukacji Program rozwoju oświaty polskiej za granicą na lata 2009-2011. Choć za kilka dni będziemy mieć już 2010 rok, projekt utknął w konsultacjach międzyresortowych. Nieoficjalnie wiadomo dlaczego: brakuje pieniędzy.

A brak polskich szkół rodzi kolejne kłopoty. Dzieci emigrantów nie tylko nie uczą się polskiego, ale nie dowiadują się w szkołach niczego o Polsce. A jeśli już to sporadyczne informacje są często zafałszowane lub pełne stereotypów.

We Francji np. polscy uczniowie mogą się dowiedzieć, że powstanie w gettcie i Powstanie Warszawskie były tym samym zrywem narodowym, a przy opisie II wojny światowej naczytać się o masowym antysemityzmie Polaków. W niemieckich podręcznikach Fryderyk Chopin jest Francuzem, podobnie jak Maria Curie-Skłodowska. Pojawia się też określenie „polskie obozy koncentracyjne”.

Jeszcze gorzej jest na Białorusi. Tam polskie dzieci dowiadują się, że Polska była główną przeszkodą w emancypacji ziem białoruskich, a rozbiory Polski były upadkiem państwa, które dla innych było tyranem. Z kolei data 17 września 1939 roku to długo wyczekiwany koniec polskiej okupacji i integracji z ziemiami białoruskimi.

Często taki przekaz ze szkolnych podręczników przekłada się na wizerunek medialny Polaków, który tworzy niechętną naszym rodakom atmosferę. Gazety piętnują emigrację zarobkową Polaków, którzy„zabierają pracę” miejscowym obywatelom. W mediach brytyjskich, wyjątkowo niechętnych Polakom, pojawił się nawet niewybredny żart określający emigruj ące znad Wisły kobiety mianem „dobrych prostytutek”. Miało to oznaczać, że są dobrymi pracownikami fizycznymi.

Udostępnij na Facebooku
Źródło: dziennik.pl
    • ~MARIA ŚRODA
      2013-04-12 10:56
      Bo placówki są dla biznesmenów którzy prowadzą w danym kraju interesy ,a nie dla nas zwykłych ludzi.
    • ~MARIA ŚRODA
      2013-04-12 10:56
      Bo placówki są dla biznesmenów którzy prowadzą w danym kraju interesy ,a nie dla nas zwykłych ludzi.
    • ~lusiamorki333@wp.pl
      2013-04-12 10:59
      Bo placówki są dla biznesmenów którzy prowadzą w danym kraju interesy a nie dla nas zwykłych ludzi.
    AutorUwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut. Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.