To pierwszy tak kompleksowy dokument, podsumowujący życie Polaków za granicą. - Dzięki niemu będziemy mogli dostosować działania do konkretnych problemów w danym państwie - mówi szef MSZ Radosław Sikorski. A to jego zdaniem jeden z priorytetów resortu. Poza granicami kraju żyje ponad 17 mln Polaków. I jak wynika z raportu MSZ, mają wiele problemów.

Najgorzej żyje się naszym rodakom na Wschodzie. Tam nie tylko polityka lokalnych władz, ale także ogólne warunki życia pozostawiają wiele do życzenia. - Często też Polacy znaleźli się tam, nie dlatego, że chcieli, ale dlatego, że tak zadecydowała historia - wyjaśnia Jan Borkowski, wiceszef MSZ ds. Polonii.

A gdzie żyje się najlepiej? Przede wszystkim w Kanadzie, Brazylii, Argentynie. W Europie rajem wydaje się Szwecja, gdzie Polacy mają te same prawa, co rdzenni mieszkańcy. Na dodatek tamtejsze władze finansowo organizacje polonijne, a szwedzki resort edukacji bierze na siebie także obowiązek zatrudniania nauczycieli języka polskiego. To jednak chlubny wyjątek na polonijnej mapie świata. Choć istnieje dyrektywa Rady UE, w myśl której państwa członkowskie powinny wspierać nauczanie dzieci ich języka ojczystego, w wielu państwach członkowskich pozostaje on martwym zapisem. W efekcie wiele polskich dzieci za granicą nie ma szans na naukę języka.

W większości państw brakuje także polskich szkół. - Mimo pisemnych wystąpień do resortu edukacji otrzymaliśmy jedynie odpowiedź, że trwają prace dotyczące kształcenia polskich dzieci za granicą - skarży się w raporcie polska ambasada w Londynie. Bo niewielkie polskie szkoły istniejące przy ambasadach mogą służyć tylko rodzinom dyplomatów.

- Państwo nie może w całości finansować szkół dla Polonii. Dlatego MEN chce wspierać zakładanie lokalnych szkół społecznych, których koszt utrzymania częściowo ponosiliby rodzice - tłumaczy Maciej Szymański, dyrektor departamentu ds. Polonii w MSZ. Jak wspiera? Jak ustaliliśmy, powstał w resorcie edukacji Program rozwoju oświaty polskiej za granicą na lata 2009-2011. Choć za kilka dni będziemy mieć już 2010 rok, projekt utknął w konsultacjach międzyresortowych. Nieoficjalnie wiadomo dlaczego: brakuje pieniędzy.

A brak polskich szkół rodzi kolejne kłopoty. Dzieci emigrantów nie tylko nie uczą się polskiego, ale nie dowiadują się w szkołach niczego o Polsce. A jeśli już to sporadyczne informacje są często zafałszowane lub pełne stereotypów.

We Francji np. polscy uczniowie mogą się dowiedzieć, że powstanie w gettcie i Powstanie Warszawskie były tym samym zrywem narodowym, a przy opisie II wojny światowej naczytać się o masowym antysemityzmie Polaków. W niemieckich podręcznikach Fryderyk Chopin jest Francuzem, podobnie jak Maria Curie-Skłodowska. Pojawia się też określenie „polskie obozy koncentracyjne”.

Jeszcze gorzej jest na Białorusi. Tam polskie dzieci dowiadują się, że Polska była główną przeszkodą w emancypacji ziem białoruskich, a rozbiory Polski były upadkiem państwa, które dla innych było tyranem. Z kolei data 17 września 1939 roku to długo wyczekiwany koniec polskiej okupacji i integracji z ziemiami białoruskimi.

Często taki przekaz ze szkolnych podręczników przekłada się na wizerunek medialny Polaków, który tworzy niechętną naszym rodakom atmosferę. Gazety piętnują emigrację zarobkową Polaków, którzy„zabierają pracę” miejscowym obywatelom. W mediach brytyjskich, wyjątkowo niechętnych Polakom, pojawił się nawet niewybredny żart określający emigruj ące znad Wisły kobiety mianem „dobrych prostytutek”. Miało to oznaczać, że są dobrymi pracownikami fizycznymi.