Pierwszoplanowa prokuratorska hipoteza śmierci Artura Zirajewskiego głosi, że mógł on próbować uciec, ale zażył zbyt dużo leków nasennych - poinformował w piątek wiceprokurator apelacyjny w Gdańsku Zbigniew Niemczyk.

Gdańska prokuratura przyjęła pięć wersji zdarzenia - podał prokurator krajowy Edward Zalewski. Według Niemczyka, jedna z nich głosi, że Zirajewski mógł próbować uciec z więzienia, bo "gromadził" leki, by trafić do szpitala, skąd mógł usiłować uciec. W listopadzie 2009 r. pisał on żonie, aby przemyciła mu 50-60 środków nasennych, "by lepiej zasypiać" oraz zrzekł się notarialnie roszczeń co do "pewnego majątku rodzinnego". Zaczął się też uczyć jęz. angielskiego, bo - według Niemczyka - być może chciał uciec za granicę.

Zdaniem Niemczyka, próba ucieczki mogła się nie powieść, bo leki nasenne zadziałały źle i stan Zirajewskiego nie pozwolił mu kontynuować działań, które mógłby podjąć po dostaniu się do szpitala poza więzieniem. Inne wersje śledcze są związane z domniemaną wolą popełnienia przezeń samobójstwa.

Po aferze związanej ze śmiercią gangstera, którego zeznania dawały nadzieję ma rozwikłanie zagadki śmierci generała Marka Papały, ministerstwo sprawiedliwości wzięło się do roboty. Zdymisjonowano zastępcę szefa aresztu śledczego w Gdańsku. Dlaczego? Bo dopuścił do wysłania przez Zirajewskiego listu do żony z prośbą o tabletki nasenne - poinformował minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski.

Kwiatkowski powiedział, że skieruje też wniosek o "dyscplinarkę" wobec lekarza z oddziału szpitalnego aresztu w Gdańsku, co do ewentualnego błędu w sztuce medycznej, przy leczeniu Zirajewskiego. Chodzi o zaniechanie podania bandycie leków przeciwzakrzepowych. Być może, właśnie niepodanie leków było bezpośrednią przyczyną zgonu "Iwana".

Gwoli przypomnienia: Zirajewski zmarł 3 stycznia na oddziale szpitalnym gdańskiego aresztu. Wcześniej, przez trzy dni, przebywał w gdańskim szpitalu z objawami zatrucia lekami. Dzień przed Bożym Narodzeniem Zirajewski dostał gryps, po którym spalił notatki, napisał list do żony i 28 grudnia zatruł się lekami nasennymi.

Twierdził on, że w kwietniu 1998 r. brał udział w spotkaniu w hotelu w Gdańsku, podczas którego szukano kogoś, kto weźmie zlecenie na zabójstwo "głównego psa". Według jego relacji polonijny biznesmen Edward M. i gangster Andrzej Z. "Słowik" spotkali się w tym celu z Nikodemem Skotarczakiem, ps. Nikoś, i właśnie z "Iwanem".

M. jest teraz podejrzany o to, że w 1998 r. nakłaniał Zirajewskiego do zabójstwa Papały, oferując mu 40 tys. dolarów.