Dziennik.plKraj

Środa, 30 maja 2012

Imieniny: Feliksa, Ferdynanda, Zdzisława

"Iwan" - gangster, który chciał coś znaczyć

2010-01-08 | Ostatnia aktualizacja: 21:14 | Komentarze: 0 | skomentuj

"Iwan" miał pieniądze i miał dokąd uciec. Z tego, co wiem, nie planował samobójstwa - zdradza "Dziennikowi Gazecie Prawnej" osoba znająca kulisy śledztwa. Historia głównego świadka w sprawie śmierci generała Marka Papały brzmi jak scenariusz filmu sensacyjnego.

Pogoda

POLSKA

Środa 2012-05-30

temp. min 1°C max. 22°C
opady: brak

Twoje miasto:

Program TV

Sprawdź program swojej ulubionej stacji:

Oto odsiadujący wyrok gangster i ważny świadek dostaje gryps od współwięźnia. Z pogróżkami wobec rodziny? Z zapowiedzią odbicia? Nie wiadomo. Zdenerwowany łyka garść tabletek. Chce popełnić samobójstwo? Zwrócić na siebie uwagę, bo nie dostaje zgody na przedterminowe wyjście? A może liczy, że ktoś pomoże mu uciec z cywilnego szpitala, do którego trafia po zatruciu? Nic takiego się nie dzieje. Przeciwnie, kilka dni później umiera. Rzekomo naturalnie.

W filmie za taką tajemniczą śmiercią staliby ludzie ze służb specjalnych polskich albo rosyjskich, którzy dokonali zemsty za zdradę i mieszanie w ich interesach związanych z handlem bronią i narkotykami. Dodaliby w kroplówce jakiś środek chemiczny wywołujący skrzepy krwi albo przeciwnie – przekupili kogoś, by nie podał leku, który im przeciwdziała. W prawdziwym życiu zapewne usłyszymy, że zator płucny (to oficjalna przyczyna zgonu Artura Zirajewskiego) to przypadek, a doszło do niego wskutek błędu w sztuce lekarskiej. Tylko czy 39-letni człowiek umiera tak nagle z przyczyn naturalnych? Czy tych przypadkowych śmierci ludzi zamieszanych w sprawę zastrzelonego przed kilkunastoma laty generała Marka Papały nie jest za dużo? – Moim zdaniem to, że świadkowie i domniemani wykonawcy tej zbrodni giną jak muchy, dowodzi, że wytypowaliśmy właściwy wątek – mówi DGP oficer policji znający sprawę. Żałuje, że za niektórych zabrali się za późno, a z innymi nie zdążyli wcale porozmawiać. – To był słaby, miękki człowiek. Miał już za sobą jedną próbę samobójczą, ale wtedy chodziło mu o zwrócenie na siebie uwagi, a nie pozbawienie się życia – mówi nam człowiek znający kulisy śledztwa. – I tym razem na pewno nie chciał się zabić. Z tego, co wiem, miał pieniądze i miał dokąd uciec – dodaje pytany o powód zatrucia lekami.

Mściwy ochroniarz "Nikosia"

Artur Zirajewski, członek tzw. klubu płatnych zabójców z Trójmiasta, był wykonawcą (dosyć niskiego szczebla) wielu zbrodni. Współpracował z legendarnym "Nikosiem", ale raczej jako pomocnik do wszystkiego, ochroniarz. – Kiedy "Nikoś" w swoich ulubionych lokalach spotykał się z różnymi ludźmi, "Iwan" kręcił się w pobliżu, czasem siedział przy sąsiednim stoliku, ale rzadko był zapraszany do towarzystwa. Ale bardzo chciał być ważny, podnieść swoją pozycję – wspomina gdański policjant, były oficer Centralnego Biura Śledczego. – I wreszcie jest o nim głośno – komentuje inny.

Anna Marszałek
Źródło: dziennik.pl
1234567następna »

Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Polecane galerie:

Wiadomości z Kraju

    «