"Iwan" - gangster, który chciał coś znaczyć
"Iwan" miał pieniądze i miał dokąd uciec. Z tego, co wiem, nie planował samobójstwa - zdradza "Dziennikowi Gazecie Prawnej" osoba znająca kulisy śledztwa. Historia głównego świadka w sprawie śmierci generała Marka Papały brzmi jak scenariusz filmu sensacyjnego.
- "Iwana" zabił zator tętnic płucnych
- "Iwan" sam się truł, by uciec ze szpitala?
- Przed śmiercią "Iwan" bał się o rodzinę
- Gdyby nie te błędy, "Iwan" by żył?
- Zirajewski przedawkował, by chronić rodzinę?
- Pruszków maczał palce w śmierci "Iwana"?
- Rusza proces w sprawie śmierci Papały
- Sensacyjne informacje FBI ws. Papały
- 60 przesłuchanych ws. śmierci "Iwana"
- Świadek ws. Papały nie żyje. Co go zabiło?
- Specgrupa śledczych bada śmierć gangstera
- "Iwan" dostał gryps i zatruł się lekami
- Nie żyje główny świadek śledztwa ws. Papały
Pogoda
POLSKA
Niedziela 2012-02-12

temp. min -27°C max. -1°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Oto odsiadujący wyrok gangster i ważny świadek dostaje gryps od współwięźnia. Z pogróżkami wobec rodziny? Z zapowiedzią odbicia? Nie wiadomo. Zdenerwowany łyka garść tabletek. Chce popełnić samobójstwo? Zwrócić na siebie uwagę, bo nie dostaje zgody na przedterminowe wyjście? A może liczy, że ktoś pomoże mu uciec z cywilnego szpitala, do którego trafia po zatruciu? Nic takiego się nie dzieje. Przeciwnie, kilka dni później umiera. Rzekomo naturalnie.
W filmie za taką tajemniczą śmiercią staliby ludzie ze służb specjalnych polskich albo rosyjskich, którzy dokonali zemsty za zdradę i mieszanie w ich interesach związanych z handlem bronią i narkotykami. Dodaliby w kroplówce jakiś środek chemiczny wywołujący skrzepy krwi albo przeciwnie – przekupili kogoś, by nie podał leku, który im przeciwdziała. W prawdziwym życiu zapewne usłyszymy, że zator płucny (to oficjalna przyczyna zgonu Artura Zirajewskiego) to przypadek, a doszło do niego wskutek błędu w sztuce lekarskiej. Tylko czy 39-letni człowiek umiera tak nagle z przyczyn naturalnych? Czy tych przypadkowych śmierci ludzi zamieszanych w sprawę zastrzelonego przed kilkunastoma laty generała Marka Papały nie jest za dużo? – Moim zdaniem to, że świadkowie i domniemani wykonawcy tej zbrodni giną jak muchy, dowodzi, że wytypowaliśmy właściwy wątek – mówi DGP oficer policji znający sprawę. Żałuje, że za niektórych zabrali się za późno, a z innymi nie zdążyli wcale porozmawiać. – To był słaby, miękki człowiek. Miał już za sobą jedną próbę samobójczą, ale wtedy chodziło mu o zwrócenie na siebie uwagi, a nie pozbawienie się życia – mówi nam człowiek znający kulisy śledztwa. – I tym razem na pewno nie chciał się zabić. Z tego, co wiem, miał pieniądze i miał dokąd uciec – dodaje pytany o powód zatrucia lekami.
Mściwy ochroniarz "Nikosia"
Artur Zirajewski, członek tzw. klubu płatnych zabójców z Trójmiasta, był wykonawcą (dosyć niskiego szczebla) wielu zbrodni. Współpracował z legendarnym "Nikosiem", ale raczej jako pomocnik do wszystkiego, ochroniarz. – Kiedy "Nikoś" w swoich ulubionych lokalach spotykał się z różnymi ludźmi, "Iwan" kręcił się w pobliżu, czasem siedział przy sąsiednim stoliku, ale rzadko był zapraszany do towarzystwa. Ale bardzo chciał być ważny, podnieść swoją pozycję – wspomina gdański policjant, były oficer Centralnego Biura Śledczego. – I wreszcie jest o nim głośno – komentuje inny.























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!