Rok temu ministerstwo edukacji poniosło porażkę, bowiem do szkół trafiło zaledwie 6,6 proc. sześciolatków. Resort chce to nadrobić w tym roku.

Jak? Masowo likwidując zerówki w przedszkolach. Teoretycznie oddziały przedszkolne są przenoszone do szkół, jednak nie we wszystkich placówkach są warunki, by stworzyć oddziały dla najmłodszych. Rodzice nie mają więc wyjścia i muszą wysłać dziecko do szkoły.

Joanna Kielczyk z Warszawy chciała, by jej córka rozpoczęła edukację dopiero, gdy skończy siedem lat. -- Ale nie będę mogła zrealizować tych planów. O tym, że moja córka nie będzie mogła chodzić do zerówki w przedszkolu, dowiedziałam się kilka tygodni temu. Dyrekcja zamyka bowiem grupę dla sześciolatków. Nie wiem, co zrobić, bo chciałam posłać dziecko do szkoły społecznej, a tam nie ma oddziału przedszkolnego -- mówi Joanna Kielczyk.

Do wyboru pozostała jej więc jedynie zerówka w pobliskiej szkole publicznej, tam jednak mogą być problemy z miejscami. -- Na spotkaniu organizacyjnym poinformowano nas, że dla tych dzieci, które nie dostały się do zerówki, stworzą klasę pierwszą dla sześciolatków. Ja jednak nie chcę posłać dziecka do pierwszej klasy -- mówi matka pięciolatki.

Urzędnik boi się reprymendy

Gdy Joanna Kielczyk razem z innymi rodzicami poszła protestować do urzędu gminy, usłyszeli od radnej, że ich sytuacja przypomina rozwód, po którym ... "przecież można być szczęśliwszym". Inny urzędnik argumentował z kolei, że nie może zostawić w przedszkolu zerówki, "bo dostałby reprymendę do prezydent miasta".

Nieoficjalnie się mówi, że w Warszawie wydano nakaz, by do szkół poszło 30 proc. sześciolatków. Dlatego w większości szkół ruszają kampanie, których celem jest przekonanie rodziców o plusach wynikających z wcześniejszego założenia maluchowi tornistra na plecy. Takie akcje prowadzone są także w innych miastach. Np. w Rzeszowie, gdzie do szkół w zeszłym roku trafiło ok. 2 proc. sześciolatków -- W tym roku będziemy bardziej aktywnie zabiegać o najmłodszych uczniów -- mówi Zbigniew Bury z tamtejszego wydziału edukacji.

Zdarza się, że pedagodzy nawet wbrew swojej woli, musza przekonywać rodziców, by wcześniej wysłali dzieci do szkoły. -- Dostaliśmy takie polecenie od pani dyrektor przedszkola i musimy je zrealizować -- skarży się przedszkolanka z Warszawy.

Brakuje pieniędzy

To niejedyny problem związany z wysyłaniem sześciolatków do szkół. Samorządy skarżą się na brak pieniędzy na realizację ustawy o objęciu obowiązkiem szkolnym dzieci 6-letnich. Z planowanych na ten cel 340 mln zł z powodu kryzysu zostało jedynie 40 mln zł . Wiele szkół ma więc problem z tworzeniem oddziałów przedszkolnych przystosowanych do potrzeb najmłodszych dzieci. Inne z kolei już wiedzą, że mogą mieć kłopoty z pomieszczeniem wszystkich uczniów. -- Pierwszoklasiści będą musieli uczyć się na dwie zmiany, bo przybędą nam trzy dodatkowe klasy -- mówi dyrektor szkoły w podwarszawskim Józefosławiu Alina Kędzior.

Narzekają także wiejskie samorządy. -- U nas wydatki na oświatę wzrosły już z 600 tys. zł do 2 milionów -- mówi Marek Olszewski, wójt gminy Lubicz. -- Niestety nikt nam tych kosztów nie zwróci -- dodaje.

Wójt Korycina Lech Mirosław dodaje, że w jego szkole nie ma warunków na utworzenie zerówki. Wszystkie dzieci muszą zmieścić się w przedszkolu.

-- To oznacza, że przyjmujemy 5-latki kosztem 3- i 4-latków, które się już tam nie zmieszczą -- mówi Mirosław. -- Gdyby dano nam więcej pieniędzy na rozbudowę szkoły lub przedszkola nie dochodziłoby do takich absurdów -- dodaje.