Osoby, które ucierpiały na skutek zawalenia się hali, zapowiadają więc walkę o odszkodowania. W najbliższych tygodniach do sądów ma trafić kilkadziesiąt pozwów, a kolejne kilkaset jeszcze w tym roku.

Do najtragiczniejszej w powojennej historii Polski katastrofy budowlanej doszło 28 stycznia 2006 r. Zginęło wówczas 65 osób, a ponad 140 zostało rannych. 25-letni Jarosław Pręgiel przeżył, ale miał tak połamaną miednicę, mostek i kości ud, że w szpitalu spędził ponad miesiąc. -- Dziś mam stwierdzony 25-procentowy ubytek zdrowia i choć jestem przecież młody, nie mogę znaleźć pracy -- opowiada. Dwa lata po tragedii Pręgiel złożył w sądzie pozew o odszkodowanie od organizatorów targów. -- Wnioskowałem o 40 tys. zł zadośćuczynienia i 400 złotych miesięcznej renty. Sąd pierwszej instancji przychylił się do mojego wniosku, jednak kilka miesięcy później sąd okręgowy uznał, że to nie MTK, a skarb państwa odpowiada za tragedię. I wcześniejszy wyrok okazał się nieważny -- mówi Pręgiel. Od Skarbu Państwa mężczyzna odszkodowania jednak nie dostał, bo reprezentujący go prezydent Chorzowa odmówił odpowiedzialności. -- Nie pozostaje mi nic innego, jak złożyć kolejny pozew, tym razem przeciwko Skarbowi Państwa -- dodaje mężczyzna.

1329 poszkodowanych

W podobnej sytuacji jest kilkaset ofiar tragedii z 2006 roku, które wciąż nie dostały zadośćuczynienia za utraconych bliskich, zdrowie lub dobytek. Według ustaleń prokuratury, w dniu katastrofy w pawilonie było

1329 osób i wszystkie one mają status pokrzywdzonych. Większość jednak już poddała się i nie ma zamiaru walczyć o odszkodowania. -- Nie ma się czemu dziwić. Klimat wokół sprawy jest taki, tyle jest stawianych utrudnień, że ludzie, którzy przeżyli straszną traumę nie chcą jej sobie ciągle na nowo przypominać. I wreszcie rezygnują z jakichkolwiek roszczeń -- mówi adwokat Marcin Marszołek z kancelarii "Wokanda"

Blisko 300 osób nie zamierza jednak poddawać się. Właśnie szykują pozwy cywilne. 60 osób reprezentuje "Wokanda", 50 kancelaria Piotra Misiewicza z Katowic, a największą, bo licząca ponad 170 osób grupę, mecenas Andrzej Car z Sopotu. W sumie wszyscy poszkodowani chcą walczyć o ok. 40-50 mln złotych.

Zalew pozwów

Początkowo pozwy kierowano do organizatorów wystawy: Międzynarodowych Targów Katowickich. Jednak w 2008 roku Sąd Okręgowy w Katowicach uznał, że MTK nie są odpowiedzialne za tragedię, ponieważ były jedynie posiadaczem zależnym gruntu, na którym był posadowiony pawilon, a ową nieruchomość dzierżawiono od Skarbu Państwa. I to właśnie od niego trzeba oczekiwać odszkodowań. Poszkodowani zaczęli więc w ubiegłym roku masowo kierować do prezydenta Chorzowa i Prokuratorii Generalnej Skarbu Państwa pisma z próbą ugodową, aby bez procesów uzgodnić wysokość i zakres odszkodowań. -- Niestety wszystkie próby zostały przez państwo polskie odrzucone. Uznaliśmy więc, że uchyla się ono od odpowiedzialności finansowej za krzywdy i szkody powstałe wskutek katastrofy budowlanej. Postanowiliśmy wejść na drogę sadową. Pozwy powinny być gotowe w ciągu kilku tygodni - mówi katowicki prawnik Mariusz Ścibich.

-- Nam zajmie to trochę dłużej, bo ponad dwudziestu moich klientów to Niemcy, więc trzeba zebrać więcej dokumentów -- mówi mecenas Car. -- I to właśnie cudzoziemcy maj ą największe trudności ze zrozumieniem, jak to możliwe, że tyle czasu czekają na odszkodowania. Ale nie poddamy się i zalejemy katowicki sąd pozwami -- dodaje prawnik.