Tak zarabiają porywacze sieciowych domen
Internetowe przekręty finansowe najczęściej kojarzą się z hakerskimi napadami na konta bankowe. Tymczasem nie mniej intratny jest inny proceder - przestawianie literek, kreseczek i kropeczek. Wystarczy mały błąd, pomyłka, rozpędzone nadto palce, i już internauta ląduje w nieznanych zakamarkach sieci...
- Oto, kto dostanie nowego Office'a za darmo
- Szef TP: Internet będzie tańszy i szybszy
- Polacy zarabiają miliony na handlu domenami
- Rząd chce ocenzurować internet
- Rozsyłasz spam? Microsoft cię załatwi
- Oto nowy Internet Explorer
- Unia pozwoli marynarzom dzwonić do domu
- Polska wypytuje Google'a o internautów
- Google: Nie ugniemy się przed Chinami
- Rząd po cichu wraca do cenzury internetu
- NASK stracił miliony na opcjach walutowych
- Rewolucyjny tablet Microsoftu
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-05-30

temp. min 1°C max. 22°C
opady:
brak
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
A ci dorobili się już nawet swojego własnego miana. Rejestrujących adresy internetowe różniące się nieznacznie od tych oryginalnych nazywa się w sieci porywaczami domen lub typosquattersami. Wystarczy im mały błąd, by przejąć domenę i wykorzystać ją do zarabiania pieniędzy dla siebie. Kilka dni temu ofiarą takiego porwania padło Radio Maryja. W sieci pojawiła się strona www.radio-maryja.com.pl. Adres bardzo podobny do oficjalnej strony www.radiomaryja.pl. A na niej niemalże wszystko tak samo jak na oficjalnej stronie radia: informacje o ramówce czy wydarzeniach religijnych. I tylko jedna drobna różnica - numer rachunku bankowego, na który słuchacze mogli wysyłać darowizny. Strona została zablokowana po kilkunastu dniach. Nie zawsze reakcja jest tak szybka, setki tysięcy typosquattersów na porwanych adresach wciąż zarabiają krocie.
Kropka robi różnicę
Skoro codziennie półtora miliarda internautów wpisuje setki miliardów adresów internetowych, to przynajmniej raz na jakiś czas ktoś musi się pomylić. Co się wtedy dzieje? Zwykle nic. Ale coraz częściej kończy się to wylądowaniem w niespodziewanym zakątku sieci. Gdzieś na antypodach stron o fantazjach erotycznych, na witrynie sklepu czy firmy z drugiego końca świata lub po prostu w miejscu wypełnionym reklamami. I tak, gdy za bardzo się rozpędzimy i zamiast adresu Dziennik.pl wpiszemy Dzienik.pl czy Dziennnik.pl, trafimy na stronę pełną drobnych ogłoszeń. Za to już po wpisaniu Ziennik.pl przekierowani zostaniemy do pewnej firmy zajmującej się bezpieczeństwem przeciwpożarowym.
Takie drobne pomyłki zainteresowały badaczy z McAfee, firmy zajmującej się bezpieczeństwem sieciowym. Sprawdziła ona, ile możliwych wariacji adresów istnieje w przypadku 2771 najpopularniejszych domen. Okazało się, że aż 2 miliony. Co to znaczy? Otóż w wypadku popełnienia literówki w którymś z tych blisko 3 tys. adresów mamy niemal stuprocentową pewność trafienia na podstawioną stronę.
Kiedy 15 marca 1985 r. założono pierwszy adres internetowy Symbolics.com, nikt nie spodziewał się, że ćwierć wieku później nie tylko same domeny, ale też błędy ortograficzne popełnione przy wpisywaniu ich adresów będą tak dochodowym biznesem. Większość porywaczy korzysta z najłatwiejszego sposobu i rejestruje się w sieci reklamowej Google. Mechanizm wyszukiwarki automatycznie dodaje do prezentowanej na stronie listy wyników boksy reklamowe. Internauci nieświadomie wchodzą na porwane witryny, a pieniądze spływają na konto właściciela fałszywej domeny. Swoją prowizję od reklamodawcy otrzymuje także Google, w ubiegłym roku zarobił na tym prawie 500 milionów dolarów.
Czytaj dalej >>>























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!