Anna Błaszczuk, jedna z uwięzionych na Krecie polskich turystek, mówiła: "Boeing stał 70 metrów od nas. Pod nim widniała wielka tłusta plama. Wczoraj kazano nam czekać na lotnisku kilka godzin bez żadnej informacji o tym, co się dzieje i kiedy odlecimy".

Błaszczuk zapowiedziała, że zarówno ona, jak i pozostali turyści będą domagać się odszkodowania. "Problemy zaczęły się już w dniu wyjazdu. Wtedy też część wycieczki musiała czekać 10 godzin na wylot, bo nie było przepływu informacji pomiędzy przewoźnikiem a biurem podróży" - dodała.

Turyści byli klientami biur podróży Neckermann i Triada. Spędzili dwa tygodnie w różnych częściach wyspy. Powrót w terminie uniemożliwiła im nieszczelność układu hydraulicznego samolotu. Z powodu tej usterki musieli wrócić na noc do hotelu.

"Ta nieszczelność w żaden sposób nie wpływała na bezpieczeństwo pasażerów. Jednak problem trzeba było usunąć, bo takie są przepisy" - powiedział telewizji TVN Kamil Wnuk, rzecznik prasowy linii Centralwings. Dodał, że potrzebną do naprawy część trzeba było przywieźć z Polski, bo w Grecji nie udało się jej znaleźć.