Chrostowski poczuł się dotknięty przede wszystkim publikacjami tygodnika "Wprost" sprzed dwóch lat, gdzie napisano o jego związkach z bezpieką. Twierdzi, że jest niewinny, domaga się sprostowania i wpłaty 50 tys. zł na muzeum księdza Popiełuszki.

Ale biegły z IPN, który zajmował się śledztwem w sprawie zabójstwa Popiełuszki, nie ma najmniejszych wątpliwości, że kierowca księdza był agentem SB. "Moje ustalenia wskazywały na fakt bezspornych związków Chrostowskiego z bezpieką" - oświadczył Pietrzak przed sądem.

Dodaje, że SB zniszczyła teczkę kierowcy księdza. "Była tylko adnotacja, że zrobiono to z powodu braku jakiejkolwiek wartości operacyjnej. To oznacza, że taka osoba była szczególnie ważna dla SB" - zeznał Pietrzak. Tłumaczy, że gdy ktoś rzeczywiście był nieprzydatnym agentem, to podawano jedynie datę zniszczenia dokumentów.

Pietrzak potwierdził też, że dzięki jego informacjom "Wprost" opisał sprawę współpracy kierowcy Popiełuszki z SB.