"To nieprawda, że jestem jej winien 300 tysięcy złotych. Przecież ona nie ma na to żadnych kwitów!" - irytuje się detektyw. I opowiada "Faktowi", jak zadurzył się w młodziutkiej Madzi, która miała praktyki w jego biurze.

"Była tak niewinna i kobieca, zakochałem się w niej. Ale ona opowiadała wszystkim, że jest moją żoną. Pomagała jej przy tym zbieżność nazwisk" - ciągnie Rutkowski. Detektyw zarzuca swojej byłej przede wszystkim to, że była o niego chorobliwie zadrosna. A jak sam mówi, on nie jest typem domatora i niełatwo go usidlić. "Byłem żonaty, wiem, co to znaczy, ja jestem wolny człowiek" - mówi "Faktowi".

Na zarzuty, że nie oddał wpłaconej przez Magdę kaucji w wysokości 80 tys., Rutkowski odpowiada krótko."Jestem winien jej matce tylko 31 tys. zł. Oddam te pieniądze". I prosi swoją byłą, żeby dała mu już święty spokój. "Niech ona już zacznie to swoje nowe życie beze mnie" - mówi.