Kus został zwerbowany w 1972 roku, rok przed tym, jak współpracę z bezpieką rozpoczął jego kolega Aleksander Wolszczan. Podobnie jak w przypadku Wolszczana, do nawiązania kontaktów doszło przed wyjazdem na stypendium. Kus wyjechał wtedy do Anglii. Donosił SB przez 17 lat, aż do 1989 roku.

Dlaczego przed wyjazdem do Cambridge zgodził się na współpracę z agentem bezpieki? "Oświadczył, że ułatwią mi wyjazd, ale chcą w zamian, bym podpisał zobowiązanie do utrzymania tajemnicy państwowej i współpracy. Po powrocie miałem im tylko opowiedzieć, w jakich warunkach pracowałem na Zachodzie i o ewentualnych próbach zwerbowania mnie przez obcy wywiad. Odebrałem to jako rodzaj szantażu - jak się nie zgodzę, to mi utrudnią wyjazd, czyli nie dostanę paszportu i zmarnuję nie tylko szansę swoją, ale polskiej nauki" - mówił prof. Kus toruńskim "Nowościom".

Jego kontakty z SB były bardzo intensywne. W latach 70. i 80. spotkał się z agentami bezpieki 81 razy. Przed każdą podróżą zagraniczną dostawał listę zadań, z których rozliczał się po powrocie. Z zebranych dokumentów z drugiej połowy lat 70. wynika, że Kus donosił na wszystkich pracowników ośrodka w Piwnicach i astronomów Polskiej Akademii Nauk. Za donosy "Orion" - jak wynika z dokumentów w IPN - dostawał prezenty i pieniądze. Ale profesor stanowczo zaprzecza, by przyjmował jakiekolwiek gratyfikacje od funkcjonariuszy.

>>>Wolszczan o współpracy: Młodzieńcza lekkomyślność

Prof. Kus dwa tygodnie temu oddał się do dyspozycji rektora UMK. Profesor przeprosił swoich kolegów i współpracowników za "zawiedzione zaufanie i krzywdy". W październiku tego roku tak samo przepraszał inny astronom z tej samej uczelni - prof. Aleksander Wolszczan, który jako "Lange" współpracował z SB w latach 1973-81.