Zginął, bo izba wytrzeźwień była za daleko
Sąsiad siedzi na schodach, wyje jak kojot i jest obsikany - zgłosiła policjantom mieszkanka Prabut (Pomorskie). Kompletnie pijanego mężczyzny mundurowi nie zabrali jednak do izby wytrzeźwień, bo najbliższa jest 50 km dalej. Odesłano go więc do domu, choć zapowiedział, że dalej będzie pił wódkę. Kilka godzin później zginął pod kołami ciężarówki. Miał 3,3 promila we krwi.
- Koniec mitu Polaka-pijaka
- Rozszczepienie wódki
- Rozprawy nie było, bo oskarżony się upił
- Pijany rowerzysta pomylił policję z domem
- Pijany pojechał na komendę, by się zbadać
- Kradł polskie flagi z miłości do ojczyzny
- Policjanci wyśmiali zgwałconą kobietę
- "Uwaga na polskie izby wytrzeźwień!"
- Pijak szalał samochodem po cmentarzu
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Poniedziałek 2012-05-28

temp. min 2°C max. 25°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Policjanci z Prabut nie chcieli odwozić pijanych do izby wytrzeźwień, bo znajduje się ona w odległym o 50 kilometrów Grudziądzu - pisze miesięcznik "Policja 997". Zajmowało im to wiele godzin służby. Miasto w tym czasie było całkowicie pozbawione ochrony.
Dlatego, przy akceptacji przełożonych i mieszkańców miasta, wobec pijanych stosowano "niekonwencjonalne" metody. "Aż doszło do nieszczęścia. I mleko się wylało..." - pisze oficjalny magazyn policjantów.
Siedział na schodach, krzyczał i przeklinał
30 września około 21:00 do dyżurnego Komendy Powiatowej Policji w Kwidzynie zadzwoniła mieszkanka Prabut, skarżąc się na sąsiada Zbigniewa B., który pijany siedział na schodach kamienicy i - jak to ujęła - "krzyczał, przeklinał, wył jak kojot i był obsikany".
Załoga komisariatu w Prabutach - sierżanci Jarosław F. i Radosław B. - ruszyła do akcji. Z ich relacji wynika, że zastali Zbigniewa B. we wskazanym miejscu, zabrali do radiowozu i pojechali na komisariat, aby tam go wylegitymować i zbadać alkomatem.
Zatrzymany odmówił jednak poddania się badaniu, więc kazali mu "wracać do domu i nie rozrabiać". Pijany mężczyzna miał odpowiedzieć, że do domu i tak nie wróci, bo... będzie nadal pił wódkę. "Jego stan nietrzeźwości nie był na tyle poważny, żeby zagrażać życiu albo zdrowiu" - tłumaczyli się potem policjanci.
Zginął cztery kilometry za miastem
Około godz. 3:00 w nocy do kamienicy przy ulicy Zamkowej ponownie przyjechali policjanci - relacjonuje "Policja 997". Zapukali do konkubiny Zbigniewa B., poprosili o dowód osobisty mężczyzny i powiedzieli, że Zbigniew B. nie żyje. Potrąciła go ciężarówka na szosie, cztery kilometry za miastem. Kierowca nie zdążył wyhamować, gdy pijany mężczyzna wtargnął na jezdnię. Zbigniew B. zginął na miejscu. Miał we krwi 3,3 promila alkoholu.
"Z tego, co wiem, policjanci nie zostali zawieszeni w obowiązkach, tylko przeniesieni do komendy w Kwidzynie" - mówi dziennikowi.pl podkomisarz Joanna Kowalik-Kosińska z biura prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Gdańsku. "Trwa wyjaśnianie okoliczności sprawy przez specjalną komisję i do tego czasu o żadnych wnioskach nie może być mowy" - dodaje.





















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!