Wzmianka o zupełnie nieznanej w Zachodniej Europie instytucji znalazła się w raporcie "2009 Travel Trends Report". Resort spraw zagranicznych nie tylko pokazuje, co warto zobaczyć w tym roku, ale także . I tak np. w Hiszpanii należy uważać na piratów drogowych, w Stanach Zjednoczonych strzec się huraganów, a we Włoszech uważać na podróbki markowych towarów.
>>>"Wytrzeźwiałki" tracą krocie na swoich klientach
Rozdział poświęcony Polsce (17. miejsce w rankingu najciekawszych miejsc) wymienia jedno zagrożenie. "Polska policja bardzo w miejscach publicznych" - czytamy w dokumencie "Jeśli zatrzymają cię pijanego możesz być do specjalnej kliniki i przebadany. Nie będziesz zwolniony dopóki nie wytrzeźwiejesz - co oznacza całonocny pobyt (za który będziesz musiał zapłacić)”.
>>>Przeczytaj pełen raport brytyjskiego ministerstwa
Dla Polaka nie ma wątpliwości. Ta "specjalna klinika" to wytrzeźwiałka. Jak się dowiedzieliśmy, Brytyjczycy od pewnego czasu bywają w powołanych w latach 60. instytucjach częstymi gośćmi. "Ostatnio goście z Wielkiej Brytanii i bardzo dokładnie. Na przykład w Krakowie trafiają tam często i nie są z tego zadowoleni" -- powiedziała prezes Stowarzyszenia Dyrektorów i Księgowych Izb Wytrzeźwień Danuta Gadziomska.
Według statystyk tylko w popularnym wśród Brytyjczyków Krakowie do listopada 2008 roku na izbę wytrzeźwień trafiło aż 43 obywateli Zjednoczonego Królestwa. Rzecz jasna stanowili niewielką część bywalców, ale większość z nich nawet nie rozumiała gdzie się znajduje.
Większość panującymi w izbach wytrzeźwień i policyjnych aresztach. Nie jest bowiem tajemnicą, że opiekunowie wobec swoich pacjentów stosują często takie nietypowe metody jak chociażby tzw. . Potwierdza to zresztą ostatni raport Najwyższej Izby Kontrolii, który mówił o tym, że polskie izby wytrzeźwień .
"Taka instytucja, jak izba wytrzeźwień jest po prostu Brytyjczykom nieznana" - mówi Sławomir Cybuski z helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Jego zdaniem jednak ostrzeganie przed izbami jest sporą przesadą. "W Polsce wobec pijanych i najczęściej źle się zachowujących osób stosuje się takie same środki jak w innych krajach" - dodaje.
Obok izb wytrzeźwień, brytyjski raport przestrzega również przed grasującymi w polskich pociągach kieszonkowcami oraz przed mandatami za przechodzenie przez ulicę w niedozwolonym
miejscu.
p
Greg z Wielkiej Brytanii*: Tak i nigdy tego nie zapomnę. To jedna z najgorszych rzeczy, jaka spotkała mnie w życiu.
Na początku ubiegłego roku w Warszawie wracałem do domu ze spotkania z przyjaciółmi. Rzeczywiście, trochę wypiliśmy. Gdy przechodziłem koło Galerii Centrum w Warszawie zatrzymało mnie
dwóch policjantów. Nie rozumiałem, co do mnie mówili, bo mówili po polsku.
No, miałem problemy z równowagą. Zataczałem się po prostu. Policjanci kilka razy powtórzyli słowo "Kolska", a potem zapakowali mnie do radiowozu i zawieźli do tej całej
izby.
To był koszmar! Próbowałem rozmawiać z ludźmi z izby, prosiłem, żeby mnie wypuścili, ale nie znali angielskiego, więc mnie ignorowali. Gdy zacząłem krzyczeć, że chcę iść do domu,
najpierw zrobili mi zimny prysznic - oblewali zimną wodą, a później przywiązali mnie do łóżka pasami. A na koniec wystawili mi rachunek. Tyle pieniędzy za takie traktowanie? To jakiś żart!
W Wielkiej Brytanii takie rzeczy się nie zdarzają.
Zupełnie inaczej niż u was. Pijanych ludzi pogotowie odwozi do szpitala, gdzie są odtruwani. Gdy tylko dojdą do siebie, są wypuszczani do domu. No i nikt nie wystawia za to rachunków.
Greg pracuje w Polsce jako nauczyciel języka angielskiego. Nie chce, by ujawniać jego nazwisko.