Kiedy wiosną 1943 roku komuniści ze Związku Patriotów Polskich formowali 1. Dywizję Piechoty im. Tadeusza Kościuszki, wiedzieli, że nowa formacja po wejściu na ziemie polskie u boku Armii Czerwonej może się spotkać nawet z wrogością Polaków. Dopiero co Niemcy ujawnili zbrodnię katyńską, w kraju przecież pamiętało się Sowietom agresję z 17 września 1939 roku, a niechęć polskiego społeczeństwa do komunistów była powszechna. Dlatego jednocześnie z jednostkami bojowymi powstawały komórki propagandowe, prasowe, literackie, które miały zadanie "osłodzenia" obecności Rosjan w Polsce. Taki rodowód miał także Oddział Foto-Filmowy, 16 lipca 1943 roku osobistym rozkazem Berlinga przekształcony w Czołówkę Filmową.

Czołówkę tworzyli wybitni filmowcy, którzy po klęsce wrześniowej znaleźli się pod okupacją sowiecką i natychmiast podjęli współpracę z nową władzą. Byli to twórcy związani z przedwojennym komunizującym Stowarzyszeniem Miłośników Filmu Artystycznego "Start": Aleksander Ford, reżyser, twórca m.in. rewelacyjnego "Legionu ulicy" z 1932 roku, operator Stanisław Wohl i Jerzy Bossak, krytyk i teoretyk filmu. Dołączyli do nich operatorzy, bracia Władysław i Adolf Forbertowie, reżyser Ludwik Perski, a także kilku oddelegowanych filmowców radzieckich, którym na potrzeby nowego zatrudnienia wyszukano pośpiesznie polskie pochodzenie.

W Czołówce powstał film w reżyserii Forda "Przysięgamy ziemi polskiej" o formowaniu i przysiędze 1. Dywizji, propagandowo bardzo sprawny, realizujący podstawowy cel: ukazać przychodzącą ze wschodu armię jako prawdziwe Wojsko Polskie, jedyną siłę zbrojną reprezentującą aspiracje i interesy narodu polskiego. Film pełen był patriotycznej symboliki, zbliżeń na biało-czerwone flagi, orzełki na rogatywkach, wzruszonych polskich twarzy i patriotycznej retoryki. Po wyzwoleniu Lublina nakręcono drugi dokument, wstrząsający "Majdanek - cmentarzysko Europy", również o widocznym propagandowym przesłaniu: Związek Radziecki jest jedyną siłą zdolną do pomszczenia hitlerowskich zbrodni i zapobieżenia podobnym w przyszłości, jedyną siłą, która może zagwarantować bezpieczeństwo Polsce i Polakom. Czołówka tworzyła także dziesiątki krótkich filmów dokumentujących walki 1. Armii, które cieszyły się ogromnym powodzeniem u widzów, zarówno żołnierzy, jak i cywilów z wyzwalanych terenów Polski. Propagandyści nowej władzy postanowili szerzej wykorzystać możliwości kina.

Zawładnąć masową wyobraźnią

Na początku grudnia 1944 roku w Lublinie, z zasobów kadrowych Czołówki, utworzono redakcję Polskiej Kroniki Filmowej, na której czele stanął Bossak. Jej celem było produkowanie cyklicznych odcinków filmowego magazynu aktualności, który mógłby być pokazywany jako wstęp do filmów kinowych lub też samodzielnie. Bossak i jego współpracownicy doskonale zdawali sobie sprawę z propagandowej siły takiego medium. Podobną formułę wypróbowali już filmowcy przedwojennej Polskiej Agencji Telegraficznej i sowieckiej Sojuzkinokroniki. W końcu nawet w okupowanych polskich miastach znienawidzone niemieckie kroniki filmowe wyświetlane na wolnym powietrzu gromadziły tłumy widzów. Kino ma moc hipnotyzującą masy. Film, jak mówił Lenin, jest najważniejszą ze sztuk, a kto ma dostęp do produkcji filmowej, ten ma władzę nad zbiorową wyobraźnią.

Pierwszy odcinek Polskiej Kroniki Filmowej, wyprodukowany w grudniu 1944 roku, do publiczności trafił na początku następnego roku. Jego twórcy wiedzieli, że w materiale nie może być żadnej nachalnej propagandy komunistycznej, nawet słowo "komunizm" nie może ani razu paść z ekranu. Pierwszy materiał opowiadał o wizycie posła Wolnej Francji w Lublinie. Publiczność miała się dowiedzieć, że to w Lublinie mieści się prawdziwy polski rząd, uznany przez rządy innych, walczących z hitleryzmem wolnych narodów, prowadzący własną, suwerenną politykę zagraniczną. Kolejny filmik "Arcydzieła Matejki uratowane" ukazywał wydobycie z ukrycia "Bitwy pod Grunwaldem" i "Kazania Skargi". Przesłanie też było jasne: rząd lubelski szanuje polskie symbole, jest spadkobiercą polskiej tradycji narodowowyzwoleńczej. Radziecki profesor pomagający w konserwacji obrazów ma przekonać widzów, że nowy sojusznik nie tylko nie zagraża naszej narodowej tożsamości, ale wręcz ją wspiera. Kolejny filmik ukazywał sąd nad folksdojczem z natchnioną przemową prokuratora, domagającego się w imieniu nowej władzy zemsty nad zdrajcą. Potem sprawozdanie z pobytu na wyzwolonej Pradze dziennikarzy amerykańskich, angielskich i francuskich, znów pokazujące uznanie przez cały świat, także zachodni, nowej polskiej władzy. I w końcu felieton o dziewczętach oddających krew dla rannych polskich żołnierzy.

p



Zgodnie z oczekiwaniami publiki

Formuła się sprawdziła i kolejne odcinki kroniki ukazywały się z coraz większą regularnością - co jeden, dwa tygodnie. Kina w wyzwalanych miastach miały obowiązek pokazywać kronikę przed każdym seansem, wojskowe samochody z projektorami i ekranami docierały do kolejnych wyzwalanych miasteczek i wsi, spotykając się z ogromnym zainteresowaniem nawet wrogo do nowej władzy nastawionych mieszkańców. Zespół PKF się rozrastał i w połowie 1945 roku liczył już kilkadziesiąt osób. Do końca tego roku wyprodukowano 41 wydań kroniki, od października mówiących także o wydarzeniach zagranicznych.

Twórcy materiałów znali oczekiwania i obawy polskiego odbiorcy. Wiedzieli, że dopóki nowa władza nie zakorzeni się w kraju, należy przede wszystkim kojarzyć ją z aspiracjami narodowymi Polaków. Dlatego zdjęcia członków rządu ilustrowane były muzyką Chopina i Moniuszki, dlatego widz oglądał Bieruta śpiewającego "Rotę" wraz z członkami rządu. A że katolicka większość kraju bała się ateizacji Polski, pokazywano prezydenta Bieruta łamiącego się opłatkiem z żołnierzami w szpitalu lub wicepremiera Stanisława Janusza pod baldachimem podczas procesji Bożego Ciała. Im więcej białych orłów, biało-czerwonych flag, strojów i tańców ludowych oraz udekorowanych kwiatami polskich mundurów, tym lepiej.

Kronika sławiła przyjaźń polsko-radziecką, unikając marksistowskiej retoryki. Sowietów zawsze pokazywano w pozytywnym kontekście - albo jako żołnierzy składających ofiarę krwi w walkach o wolność kolejnych wyzwalanych polskich ziem, albo jako pochylających się nad planami inżynierów czy robotników bezinteresownie pomagających w odbudowie zrujnowanego przez okupanta przemysłu czy transportu.

Nowy wróg

W pierwszym roku istnienia kroniki jej lektorzy, na początku sam Bossak, później wybitni aktorzy Władysław Hańcza, Andrzej Łapicki czy Jerzy Pichelski, tworzyli nastrój entuzjazmu dla nowej Polski. Radości z wyzwolenia, odbudowy, pierwszego warszawskiego tramwaju i pierwszej sprawnej maszyny ze Stalowej Woli, zawodów sportowych na odgruzowanym stadionie i rozpoczęcia roku szkolnego. Radości z powrotu żołnierzy z frontu i więźniów z obozu. Wskazywani byli też wyraźnie ci, którym tę radość zawdzięczano: armia radziecka, Wojsko Polskie i nowe władze.

Póki co wrogiem był hitleryzm - to okupant niemiecki był bohaterem negatywnym. Jednak z każdym miesiącem w kolejnych filmikach pojawiała się nowa zbitka pojęciowa: "siły niemieckiego faszyzmu i rodzimej reakcji". Kto nie był zwolennikiem nowego porządku, stawał się wrogiem polskiej niepodległości. To była jeszcze nieśmiała zapowiedź seansów nienawiści, w których widzowie kroniki będą uczestniczyli w następnych latach.

Sprawni technicy

Operatorzy i montażyści kroniki (bracia Forbertowie, Wohl, Wacław Kazimierczak i inni) byli dobrymi fachowcami ze szkoły Siergieja Eisensteina. Wiedzieli, że kamera nie przedstawia obiektywnego stanu, ale jest posłuszna woli twórcy. Kiedy więc pokazywali folksdojczów stających przed sądem, to albo w planie dalekim, przygarbionych, albo w zbliżeniu, ukazując ich twarze zniekształcone wstrętnym grymasem. Bohaterowie pozytywni - polscy czy radzieccy robotnicy, żołnierze, przemawiający członkowie rządu - zawsze pojawiali się w planie amerykańskim lub bliskim, filmowani kamerą z dołu, co nadawało im wygląd szlachetny i wzniosły. Natomiast tłumy manifestantów deklarujących poparcie dla nowych władz lub potępiających "reakcję londyńską" pokazywane były szerokim obiektywem z przebitkami na pojedyncze szlachetne twarze.

p