Zatrzymany jest wychowankiem jednego z warszawskich domów dziecka. "Mogę powiedzieć jedynie tyle, że sprawdzamy, ile i jakie auta podpalił nastolatek" - mówi DZIENNIKOWI Dorota Tietz z Komendy Stołecznej Policji. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że chłopak został przewieziony na badania. Istnieją podejrzenia, że ma problemy z psychiką. "To drobny chuligan, ma skłonności do piromanii. Rozmowa z nim jest trudna, bo nie pamięta szczegółów, np. marek aut" - mówi jeden z policjantów. Nastolatek przyznał jednak, że najprawdopodobniej podłożył ogień pod zaparkowanym na warszawskim Mokotowie fordem Pitery.

>>>Zobacz spalony samochód Julii Pitery

Jak ujawnił DZIENNIK, od momentu podpalenia odpowiadającą za walkę z korupcją minister niemal całą dobę chroniło dwóch policjantów. W nieoznakowanym radiowozie śledzili każdy jej krok, a gdy szła na spotkania, pilnowali jej samochodu. Nie spuszczali go z oka, nawet gdy ostatnio w Radiu Zet tłumaczyła drastyczne cięcia w budżecie policyjnym i dowodziła, że najlepsze są piesze patrole. "Jej ochrona kosztowała kilkaset tysięcy złotych. O tym pani minister już nie wspomniała. Nigdy też nie zwróciła się o cofnięcie ochrony" - mówi DZIENNIKOWI jeden z oficerów Komendy Głównej Policji.

>>> Pitera ma ochronę, choć w policji bieda

Wczoraj w stołecznej policji zdecydowano o cofnięciu obstawy. Przedstawiciele kierownictwa policji nie chcieli tego komentować. "Nie potwierdzam, nie zaprzeczam. To są działania niejawne. Oczywiście, o ile prowadziliśmy takie działania" - stwierdził zastępca komendanta głównego Arkadiusz Pawełczyk.

>>> Tajne przez poufne według Julii Pitery – komentarz Jerzego Jachowicza

Jednak po artykule w DZIENNIKU do redakcji zadzwoniło wielu policjantów potwierdzających nasze informacje. "Nie tylko minister Pitera korzystała z takiej ochrony. Pilnujemy również innych członków gabinetu Donalda Tuska" - relacjonował nam jeden z rozmówców. Według niego najważniejsze osoby w państwie nie chcą korzystać z ochrony Biura Ochrony Rządu, bo ta za bardzo rzuca się w oczy.