Policja powie gazecie tylko za pozwoleniem
Czy prokuratura krajowa próbuje wprowadzić cenzurę? Takie wrażenie można odnieść, gdy czyta się instrukcję jej szefa - Edwarda Zalewskiego. Nakazał, by prokuratorzy czy policjanci przed rozmową z dziennikarzami mieli pisemne pozwolenie. "Myślę, że obawia się on konkretnych śledztw dotyczących ludzi obecnej władzy" - komentuje Bertold Kittel z TVN.
- Schetyna stoi za prokuratorem Zalewskim?
- Prokuratura bierze się za Kammelgate
- Mafia paliwowa nigdy nie istniała?
- Kto starł odciski z broni Barbary Blidy?
- Ćwiąkalski: Życiorys do wyjaśnienia
- Mularczyk: Kryże dobry, Zalewski be
- Nie było przecieku, który rozwalił koalicję?
- Sawicka: To nie łapówka, to pożyczka
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Pismo, do którego dotarł DZIENNIK, zatytułowane jest "wytyczne w sprawie prowadzenia polityki informacyjnej". Szef prokuratury krajowej Edward Zalewski pisze w nim: "...w ostatnim czasie powtórzyły się przypadki ujawnienia przez organy ścigania, bez zgody prokuratora lub z przekroczeniem zakresu w niej wyrażonego informacji, materiałów filmowych... dlatego przypominam, że zezwolenie na rozpowszechnienie wiadomości z postępowania może (udzielić) jedynie prokurator...".
Jednocześnie instruuje: odtąd policja i służby mają zwracać się o pozwolenie specjalnym pismem do prokuratora. Również na piśmie prokurator udzieli odpowiedzi, czy zgadza się i jakie fakty można przekazać społeczeństwu.
>>>Oto kulisy kariery Edwarda Zalewskiego
"To szaleństwo. Wyobraźmy sobie sytuację, w której pijany poseł spowoduje wypadek samochodowy. Teraz gdy dziennikarz zadzwoni z pytaniem, najpierw będę musiał mieć pisemną zgodę prokuratora? Przecież to my jesteśmy na miejscu, a oskarżyciel często nie rusza się ze swojego gabinetu" - dziwi się jeden z rzeczników dużej komendy wojewódzkiej policji.
Jakie pobudki kierowały Zalewskim? "Przypominamy tylko zasady, które wynikają z ustaw. To one dają prokuratorowi nadrzędną rolę, nie może być jedynie malowanym gospodarzem postępowania" - tłumaczy jego rzecznik prokurator Katarzyna Szeska.
Jednak zarówno w policji, jak i CBA pismo jest odbierane jednoznacznie jako próba wprowadzenia cenzury. "Ludzie władzy najbardziej obawiają się pręgierza opinii publicznej. Bo na wyroki sądowe czeka się w Polsce latami. Szczególnie, że VIP-ów chronią przeróżne immunitety" - mówi wysoki rangą funkcjonariusz CBA.
Faktycznie: szczególnie w czasach rządów PiS w telewizyjnych wiadomościach było dużo filmów kręconych podczas różnorakich operacji służb. Do najgłośniejszych należał ten, w którym ówczesna posłanka PO Beata Sawicka na ławce w pobliżu Sejmu przyjmuje kwiaty, a także kilkuset tysięczną łapówkę od agenta CBA. Podobnie było w przypadku licznych lekarzy lub sędziów piłkarskich.
Przy filmowanej przez ABW próbie zatrzymania byłej minister i posłanki SLD Barbary Blidy podejrzana zastrzeliła się w łazience, zanim doszło do jej wyprowadzenia w kajdankach z domu. Sęk w tym, że polecenie Zalewskiego wcale nie uratowałoby jej życia - na ten film i jego późniejszą publikację zgodę przed akcją wydał właśnie prokurator.
Dlatego karnista Marian Filar apeluje: "Trudno żyć w państwie, w którym obywatele są pozbawiani prawa do informacji na temat działań tego państwa. Myślę, że trzeba się wsłuchać w motto pana Zagłoby: <Znaj proporcje, mocium panie>. A u nas jest tak, że albo wszyscy kłapią na lewo i prawo, albo wydaje się takie oświadczenia i zakłada kaganiec. Chciałbym, aby kierownictwo prokuratury poszukało tu jakiegoś złotego środka" - mówi.
Instrukcję prokuratora Zalewskiego ostro komentuje laureat nagrody Grand Press w kategorii dziennikarstwa śledczego Bertold Kittel z TVN: "Prokurator się ośmiesza. Myślę, że obawia się on konkretnych śledztw dotyczących ludzi obecnej władzy. To taki straszak dla wszystkich funkcjonariuszy, aby nie informowali dziennikarzy o nieprawidłowościach".
Wykrycie przez media jednej z takich afer przed sześciu laty ostatecznie pogrążyło rząd Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Dziennikarze "Rzeczpospolitej" ujawnili, że wiceminister spraw wewnętrznych i administracji Zbigniew Sobotka ostrzegł przed policyjną akcją swoich partyjnych towarzyszy. Do dziś jedyną karą, jaka go spotkała, jest zniknięcie z życia publicznego. Od wyroku 3,5 lat więzienia uchronił go akt łaski podpisany przez ówczesnego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego.






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!