Dlaczego banki są łatwym celem dla złodziei?
Tylko w pierwszym półroczu tego roku było prawie dwukrotnie więcej napadów na banki niż w całym roku 2008. Bandyci są świadomi słabych zabezpieczeń małych placówek. Jak ustalił DZIENNIK, komendant główny gen. Andrzej Matejuk domaga się od bankowców stosowania lepszych zabezpieczeń. Ci jednak nie mają zamiaru "zamieniać placówek w twierdze".
- Wpadł po 30 latach, bo pił na ulicy
- Słodka zemsta klientów mBanku
- Bankowiec ukradł 121 tysięcy zmarłemu
- Wyciągnął broń i zażądał pieniędzy
- To on okradł bank we Wrocławiu. Znasz go?
- Wyrwali dźwigiem bankomat i porzucili w polu
- Złodziei z "Żabki" szukają przez You Tube
- Porwany na własnym wieczorze kawalerskim
- Napad na bank. Helikopter krąży nad stolicą
- Spektakularny skok na Tesco
- Czy ten gang okradł też twoje konto?
- Znów napad na bank w Krakowie
- Okradał banki. Za czwartym razem wpadł
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Liczby z policyjnych statystyk są alarmujące: do końca czerwca tego roku bandyci napadli na banki 45 razy, podczas gdy przez pierwszych sześć miesięcy ubiegłego roku zaledwie 20. Jeśli doliczyć napady na agencje bankowe i SKOK-i, proporcje są równie niekorzystne: 76 do 40.
Tymczasem jeszcze rok temu Polska była jednym z najbezpieczniejszych dla bankowców krajów w Europie. Mniej napadów było jedynie w Szwajcarii, Liechtensteinie, na Węgrzech i Malcie. Co się stało?
"Rosnące bezrobocie powoduje, że ludzie chwytają się łatwych ich zdaniem sposobów na zdobycie gotówki" - twierdzi jeden z oficerów Komendy Głównej. "Sprawcy nie są członkami zorganizowanych grup" - dodaje zastępca dyrektora Biura Kryminalnego KGP Zbigniew Stawarz.
>>>To recydywiści rabuja banki?
Do serii napadów doszło już w niemal każdym z dużych miast Polski. Po mniej więcej 10 zanotowano w Warszawie, Krakowie, we Wrocławiu i w Poznaniu. Ich przebieg jest podobny. Jeden lub dwóch bandytów wchodzi do niechronionego banku i terroryzuje kasjerów.
Najbardziej bankowe zabezpieczenia ośmieszył kilkanaście dni temu mieszkaniec Wrocławia. Gdy skończyła mu się gotówka, wyszedł z pubu, sterroryzował kasjerkę pobliskiego banku i ukradł 900 zł. Jeszcze tego samego dnia je przepił. "Zdjęcia były słabej jakości, ale po ich opublikowaniu w prasie i telewizji sprawca sam przyszedł skruszony na komisariat" - mówi oficer komendy policji we Wrocławiu.
To właśnie kamery, jeśli świadków zawodzi pamięć, powinny być najbardziej pomocne w schwytaniu sprawców. Tak się jednak nie dzieje. Jak się dowiedział DZIENNIK, z 17 nagrań z telewizji przemysłowej, które w ubiegłym roku analizowali policyjni eksperci, żadne nie było wystarczającej jakości. "Zapisane na nośnikach obrazy sprawców są zbyt małe i nie nadają się do ich identyfikacji" - napisał w specjalnym liście wysłanym do Związku Banków Polskich generał Andrzej Matejuk.
Zaapelował też o wprowadzenie fizycznej ochrony oraz budowanie specjalnych śluz bezpieczeństwa. Takie rozwiązania są powszechnie stosowane np. w USA i umożliwiają uwięzienie sprawcy. Dlaczego wciąż nie ma ich w Polsce? Oficjalnie przedstawiciele banków nie chcą odpowiedzieć na to pytanie.
"Chcemy zabezpieczyć się tak dobrze, jak to możliwe. O szczegółach rozwiązań nie mogę jednak mówić" - ucina pytanie Wojciech Kaczorowski z Banku Millennium. Jednak nieoficjalnie pracownicy banków zdradzają powody, dla których nie ma u nas śluz. "Bandyta mógłby zostać zamknięty w banku z klientem i wziąć go za zakładnika. U nas są inne standardy obsługi niż na Zachodzie. Lepiej odżałować niewielkie kwoty, jakie kradną napastnicy" - zdradza DZIENNIKOWI jeden z menedżerów.
Dlaczego jednak banki nie montują nowocześniejszych kamer? "Uważamy, że nasze zabezpieczenia są wystarczające. Nie będziemy wydawać pieniędzy i zamieniać placówek w twierdze, bo to policja ma nas chronić. Nie zgadzamy się z zarzutami komendanta, to przenoszenie na nas odpowiedzialności za wzrost przestępczości" - dodaje pracownik innego banku.
Polskie banki stawiają za to na automatyzację. Powstają bezobsługowe oddziały wyposażone tylko w bankomaty i wpłatomaty. W placówkach tradycyjnych jest też coraz mniej gotówki. Pracownicy używają również specjalnych urządzeń kasjerskich, czyli dyspenserów. Są one podobne do bankomatów, wyposażone w cichy alarm, a pieniądze można z nich podjąć zazwyczaj dopiero po podaniu numeru konta. "Te automaty działają już w ponad dwóch trzecich naszych oddziałów" - mówi rzecznik PKO BP Marek Kłuciński.























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!