Liczby z policyjnych statystyk są alarmujące: do końca czerwca tego roku bandyci napadli na banki 45 razy, podczas gdy przez pierwszych sześć miesięcy ubiegłego roku zaledwie 20. Jeśli doliczyć napady na agencje bankowe i SKOK-i, proporcje są równie niekorzystne: 76 do 40.

Tymczasem jeszcze rok temu Polska była jednym z najbezpieczniejszych dla bankowców krajów w Europie. Mniej napadów było jedynie w Szwajcarii, Liechtensteinie, na Węgrzech i Malcie. Co się stało?

"Rosnące bezrobocie powoduje, że ludzie chwytają się łatwych ich zdaniem sposobów na zdobycie gotówki" - twierdzi jeden z oficerów Komendy Głównej. "Sprawcy nie są członkami zorganizowanych grup" - dodaje zastępca dyrektora Biura Kryminalnego KGP Zbigniew Stawarz.

>>>To recydywiści rabuja banki?

Do serii napadów doszło już w niemal każdym z dużych miast Polski. Po mniej więcej 10 zanotowano w Warszawie, Krakowie, we Wrocławiu i w Poznaniu. Ich przebieg jest podobny. Jeden lub dwóch bandytów wchodzi do niechronionego banku i terroryzuje kasjerów.

Najbardziej bankowe zabezpieczenia ośmieszył kilkanaście dni temu mieszkaniec Wrocławia. Gdy skończyła mu się gotówka, wyszedł z pubu, sterroryzował kasjerkę pobliskiego banku i ukradł 900 zł. Jeszcze tego samego dnia je przepił. "Zdjęcia były słabej jakości, ale po ich opublikowaniu w prasie i telewizji sprawca sam przyszedł skruszony na komisariat" - mówi oficer komendy policji we Wrocławiu.

To właśnie kamery, jeśli świadków zawodzi pamięć, powinny być najbardziej pomocne w schwytaniu sprawców. Tak się jednak nie dzieje. Jak się dowiedział DZIENNIK, z 17 nagrań z telewizji przemysłowej, które w ubiegłym roku analizowali policyjni eksperci, żadne nie było wystarczającej jakości. "Zapisane na nośnikach obrazy sprawców są zbyt małe i nie nadają się do ich identyfikacji" - napisał w specjalnym liście wysłanym do Związku Banków Polskich generał Andrzej Matejuk.

Zaapelował też o wprowadzenie fizycznej ochrony oraz budowanie specjalnych śluz bezpieczeństwa. Takie rozwiązania są powszechnie stosowane np. w USA i umożliwiają uwięzienie sprawcy. Dlaczego wciąż nie ma ich w Polsce? Oficjalnie przedstawiciele banków nie chcą odpowiedzieć na to pytanie.

"Chcemy zabezpieczyć się tak dobrze, jak to możliwe. O szczegółach rozwiązań nie mogę jednak mówić" - ucina pytanie Wojciech Kaczorowski z Banku Millennium. Jednak nieoficjalnie pracownicy banków zdradzają powody, dla których nie ma u nas śluz. "Bandyta mógłby zostać zamknięty w banku z klientem i wziąć go za zakładnika. U nas są inne standardy obsługi niż na Zachodzie. Lepiej odżałować niewielkie kwoty, jakie kradną napastnicy" - zdradza DZIENNIKOWI jeden z menedżerów.

Dlaczego jednak banki nie montują nowocześniejszych kamer? "Uważamy, że nasze zabezpieczenia są wystarczające. Nie będziemy wydawać pieniędzy i zamieniać placówek w twierdze, bo to policja ma nas chronić. Nie zgadzamy się z zarzutami komendanta, to przenoszenie na nas odpowiedzialności za wzrost przestępczości" - dodaje pracownik innego banku.

Polskie banki stawiają za to na automatyzację. Powstają bezobsługowe oddziały wyposażone tylko w bankomaty i wpłatomaty. W placówkach tradycyjnych jest też coraz mniej gotówki. Pracownicy używają również specjalnych urządzeń kasjerskich, czyli dyspenserów. Są one podobne do bankomatów, wyposażone w cichy alarm, a pieniądze można z nich podjąć zazwyczaj dopiero po podaniu numeru konta. "Te automaty działają już w ponad dwóch trzecich naszych oddziałów" - mówi rzecznik PKO BP Marek Kłuciński.