Zarzuty dla buntowników z poprawczaka
Napadli na wychowawcę, spalili pół piętra w poprawczaku i wykorzystując chaos chcieli uciec z zakładu, a teraz - dwa dni po zajściu - usłyszeli zarzuty. Sześciu buntowników może iść za kraty nawet na 10 lat. Najmłodszy, siódmy buntownik będzie traktowany łagodniej, bo zajmie się nim sąd dla nieletnich.
- Czarnecki: PiS zgadza się z SLD
- Zabił się, by uniknąć kary za rozboje?
- Polskie poprawczaki to tykające bomby
- Wychowawca: buntownicy mogli mnie zabić
- Bunt więźniów. Żądają cel z osobną toaletą
- Areszt dla buntowników z poprawczaka
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Poznańska prokuratura postawiła sześciu starszym buntownikom zarzuty spowodowania powszechnego niebezpieczeństwa pożaru i zniszczenia mienia. Za próbę ucieczki, podczas której mogli
zginąć ludzie, oprychy mogą dostać surowe wyroki. Tym bardziej, że podczas buntu rannych zostało aż 6 osób, w tym 3 policjantów.
10 lat to najwyższa kara, która grozi buntownikom. Do więzienia raczej pójdą, bo postawiono im również ciężki zarzut naruszenia nietykalności cielesnej i napaści na funkcjonariusza
publicznego.
Siódmym awanturnikiem był 17-latek. Jego sprawą zajmie się sąd dla nieletnich.
To była próba ucieczki
Wszystko wydarzyło się we wtorek po 23. Osadzeni w poznańskim poprawczaku napadli na wychowawcę, by zabrać mu klucze. Ten, dzięki refleksowi, schronił się w jednym z pokoi. Buntownicy
zabarykadowali się wtedy i zaczęli podpalać meble. Ale rewoltę szybko stłumili policjanci. Sześć osób odniosło rany.
"Wychowankowie znieśli na główny hol trzeciego piętra budynku łóżka, szafki i stoły, po czym podpalili barykadę. Nie stawiali żadnych żądań. " - mówi Romuald
Piecuch z wielkopolskiej policji. Rano mówiono o pięciu zatrzymanych, teraz w areszcie jest już siedem osób w wieku 17-19 lat.
Dlaczego osadzeni w poprawczaku rzucili się na swojego wychowawcę? Jak tłumaczy Stanisław Dec, wicedyrektor poznańskiej placówki, prowodyrzy buntu to recydywiści, niedługo mieli stanąć przed sądami za rozboje i kradzieże samochodów. Ostatnie przestępstwa popełnili na przepustkach, więc na kolejne nie mieli szans.
"Wiedzieli, że czekają ich zarzuty karne, stąd postanowili inaczej utorować sobie drogę na wolność" - mówił Dec w TVN 24. Buntownicy najpierw próbowali uciec. Zaatakowali drewnianym kijem wychowawcę i zażądali kluczy. Ten jednak zdołał im uciec i schować się w pomieszczeniu nocnym. Młodocianym przestępcom nie udało się na szczęście sforsować drzwi. Wtedy zaczęli podpalać wszystko co wpadło im w ręce.
Wychowawca wezwał już wtedy policję. W szturmie na barykadę buntowników sześć osób odniosło rany - trzech policjantów i trzech młodocianych przestępców. Zaraz po opanowaniu buntu, do budynku wkroczyli strażacy, którzy szybko ugasili rozniecony pożar.
Właśnie podpalenie da podstawy do postawienia zarzutów buntownikom. Prokuratura oskarży prowodyrów o sprowadzenie niebezpieczeństwa pożaru. Grozi za to do 10 lat pozbawienia wolności.
W poznańskim poprawczaku, w chwili buntu, siedziało 18 osób. "Teraz wszyscy śpią spokojnie" - mówił wczesnym rankiem wicedyrektor placówki.
Dlaczego w poprawczaku siedzieli 20-letni przestępcy? Według polskiego prawa do zakładów poprawczych można kierować osoby w wieku od 13 do 21 lat. Wszystko zależy od decyzji sądu.






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!