Arkadiusz R. siedział już w więzieniu za pobicie i wywieranie wpływu na świadka. Nic go jednak ta lekcja nie nauczyła. Ponownie wszedł w konflikt z prawem. Tym razem napadł na sklep spożywczy, w którym przebywał jedynie 19-letni sprzedawca.

>>>Gorszył, śmieszył, zaginął

Mężczyzna uderzył go butelką w głowę, potem zaczął bić i kopać po całym ciele. Wszystko po to, by zabrać z kasy 600 złotych utargu. Kiedy Arkadiusz R. wyszedł ze sklepu, postanowił odjechać volkswagenem golfem, który należał do pobitego nastolatka.

Złodziej nie uciekł jednak daleko. Poszkodowany powiadomił o całym zdarzeniu policję. Funkcjonariusze szybko namierzyli poszukiwane auto w Majdanie Sitanieckim.

Kiedy 24-latek zorientował się, że jest ścigany przez policję, zatrzymał samochód i skrył się w polu kukurydzy. Policjanci oddali dwa strzały ostrzegawcze. Jednak i to nie pomogło.

Mężczyzna krzyknął do policjantów, by do niego nie podchodzili, bo inaczej popełni samobójstwo. Desperat zażądał negocjatorów.

>>>Oto najmłodsi złodzieje w Polsce

Na polu kukurydzy negocjatorzy próbowali nakłonić sprawcę do oddania się w ręce policji.Po godzinie udało się to. Arkadiusza R. odwieziono do szpitala. Okazało się, że przy pomocy rozbitego szkła próbował się ciąć.