Generał Petelicki oskarża MON
Do tej tragedii mogło nie dojść - mówi twórca GROM, generał Sławomir Petelicki, o śmierci kapitana Daniela Ambrozińskiego. Twierdzi tak na podstawie - jak powiedział DZIENNIKOWI - "wstrząsającej relacji z Afganistanu". Do akcji wysłano szeregowych o niewielkim stażu w armii, bez wsparcia śmigłowców i odpowiedniego rozpoznania.
- Kto zastąpi Skrzypczaka? Prezydent się waha
- Klich zabrał obstawę na sejmową komisję
- Gen. Koziej: Szef MON łamie obietnice
- Tak generał walczył o sprzęt dla żołnierzy
- Klich pojechał na wojnę do Afganistanu
- Talibowie doskonalą metody ataków
- "Skrzypczak poświęcił się dla żołnierzy"
- Spowiedź generała zamiast debaty o wojnie
- Polacy walczą na najdroższej wojnie świata
- Palikot: Trupy żołnierzy mają zniszczyć PO
- "To Klich przegrał ze Skrzypczakiem"
- Generał Skrzypczak ujął Polaków
- Nie będzie konfrontacji Skrzypczak-Klich?
- To on zastąpi generała Skrzypczaka
- Dowódca GROM-u sam się zdemaskował
- Skrzypczak odchodzi. Rząd w panice?
- Klich zamknął sprawę generała Skrzypczaka
- Najwyższy czas wyjść z Afganistanu
- Afganistan - syzyfowe wyzwanie
-
Misja w Afganistanie okiem DZIENNIKA
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
"Dostałem wstrząsającą relację z Afganistanu od doświadczonych w wielu bojowych misjach żołnierzy. Twierdzą, że opinia publiczna nadal nie zna wszystkich okoliczności śmierci kapitana Ambrozińskiego" - mówi gen. Petelicki. Żołnierze chcą pozostać anonimowi, obawiają się reakcji swoich przełożonych.
>>> Wdowa po kapitanie: Mąż sam kupił sprzęt
Według nich wśród 12 polskich żołnierzy, którzy 10 sierpnia wyruszyli z bazy Sangar, znajdowali się szeregowi o niewielkim stażu w armii. Zostali dobrani przypadkowo: nie stanowili zgranej grupy. Zaledwie trzy kilometry od bazy wpadli w zasadzkę zorganizowaną przez talibów. "Nie mieli odpowiedniego rozpoznania. Wysłano ich bez wsparcia śmigłowców. Nie mogli ich nawet wezwać, gdy już znaleźli się pod obstrzałem" - relacjonuje generał Petelicki. Oficjalnie Ministerstwo Obrony Narodowej odpowiada, że wszystkie okoliczności tej tragedii wyjaśnia Prokuratura Wojskowa.
Armia nie wyciągnęła wniosków
Do tragedii mogłoby nie dojść, gdyby armia wyciągnęła wnioski ze zdarzenia sprzed pięciu lat w Iraku, gdzie zginęło trzech oficerów. Potwierdzają to rozmówcy generała Petelickiego i DZIENNIKA. 12 września 2004 roku w Iraku zginęło trzech żołnierzy: podporucznik Piotr Mazurek, podporucznik Daniel Różyński i st. szeregowy Grzegorz Nosek. Śledztwo prokuratury nie przyniosło wtedy żadnych efektów.
>>> Afganistan - syzyfowe wyzwanie
"Nasz oddział wpadł w zasadzkę. Irakijczycy przygwoździli ich do ziemi bardzo silnym ogniem" - mówi DZIENNIKOWI świadek tamtych zdarzeń. Nad głowami polskich żołnierzy przez cały czas unosił się uzbrojony w karabin maszynowy śmigłowiec Mi-17. "Irakijczycy robili sobie przerwy w ostrzeliwaniu żołnierzy, aby pomachać pilotom. Załoga śmigłowca była bezsilna. Mogła tylko robić zdjęcia, zamiast strzelać. Do końca starcia nie otrzymali pozwolenia na otwarcie ognia" - mówi nasz rozmówca.
czytaj dalej






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!