Dziennik.plKraj

Wtorek, 29 maja 2012

Imieniny: Marii Magdaleny, Teodozji, Maksyma

Generał Petelicki oskarża MON

2009-08-26 | Ostatnia aktualizacja: 03:29 | Komentarze: 0 | skomentuj

Do tej tragedii mogło nie dojść - mówi twórca GROM, generał Sławomir Petelicki, o śmierci kapitana Daniela Ambrozińskiego. Twierdzi tak na podstawie - jak powiedział DZIENNIKOWI - "wstrząsającej relacji z Afganistanu". Do akcji wysłano szeregowych o niewielkim stażu w armii, bez wsparcia śmigłowców i odpowiedniego rozpoznania.

Pogoda

POLSKA

Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady: niewielkie opady

Twoje miasto:

Program TV

Sprawdź program swojej ulubionej stacji:

"Dostałem wstrząsającą relację z Afganistanu od doświadczonych w wielu bojowych misjach żołnierzy. Twierdzą, że opinia publiczna nadal nie zna wszystkich okoliczności śmierci kapitana Ambrozińskiego" - mówi gen. Petelicki. Żołnierze chcą pozostać anonimowi, obawiają się reakcji swoich przełożonych.

>>> Wdowa po kapitanie: Mąż sam kupił sprzęt

Według nich wśród 12 polskich żołnierzy, którzy 10 sierpnia wyruszyli z bazy Sangar, znajdowali się szeregowi o niewielkim stażu w armii. Zostali dobrani przypadkowo: nie stanowili zgranej grupy. Zaledwie trzy kilometry od bazy wpadli w zasadzkę zorganizowaną przez talibów. "Nie mieli odpowiedniego rozpoznania. Wysłano ich bez wsparcia śmigłowców. Nie mogli ich nawet wezwać, gdy już znaleźli się pod obstrzałem" - relacjonuje generał Petelicki. Oficjalnie Ministerstwo Obrony Narodowej odpowiada, że wszystkie okoliczności tej tragedii wyjaśnia Prokuratura Wojskowa.

Armia nie wyciągnęła wniosków

Do tragedii mogłoby nie dojść, gdyby armia wyciągnęła wnioski ze zdarzenia sprzed pięciu lat w Iraku, gdzie zginęło trzech oficerów. Potwierdzają to rozmówcy generała Petelickiego i DZIENNIKA. 12 września 2004 roku w Iraku zginęło trzech żołnierzy: podporucznik Piotr Mazurek, podporucznik Daniel Różyński i st. szeregowy Grzegorz Nosek. Śledztwo prokuratury nie przyniosło wtedy żadnych efektów.

>>> Afganistan - syzyfowe wyzwanie

"Nasz oddział wpadł w zasadzkę. Irakijczycy przygwoździli ich do ziemi bardzo silnym ogniem" - mówi DZIENNIKOWI świadek tamtych zdarzeń. Nad głowami polskich żołnierzy przez cały czas unosił się uzbrojony w karabin maszynowy śmigłowiec Mi-17. "Irakijczycy robili sobie przerwy w ostrzeliwaniu żołnierzy, aby pomachać pilotom. Załoga śmigłowca była bezsilna. Mogła tylko robić zdjęcia, zamiast strzelać. Do końca starcia nie otrzymali pozwolenia na otwarcie ognia" - mówi nasz rozmówca.

czytaj dalej

Robert Zieliński, Marcin Zieliński
Źródło: dziennik.pl
123następna »

Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Polecane galerie:

Wiadomości z Kraju

    «