Eksperci są zgodni: szukanie drzewa genealogicznego to typowe hobby rozwiniętego zachodniego społeczeństwa. Przodują w tym Amerykanie i Niemcy.

Osób noszących dość rzadkie nazwisko Wawro jest "jeżeli wierzyć mapie zamieszczonej na Moich krewnych " dokładnie 2226. Wiadomo, że wszyscy nie dotrą do Trzebnicy na trzydniowy zjazd 15 " 17 sierpnia. " Na razie zapowiedziało się 57 osób, ale co i raz odzywa się ktoś nowy" - mówi DZIENNIKOWI Adam Wawro, który razem ze swoim bratem Bronisławem, kuzynem Wawrzyńcem i siostrzenicą Małgorzatą Sędzielską organizuje rodowy zjazd.

Tak naprawdę do zorganizowania spędu potrzeba niewiele. Wystarczy duża działka ze sporym domem do spania i komputer podłączony do internetu. Ale portal prawdopodobnie jedynie odpowiedział na i tak już silne zapotrzebowanie na krewnych. Część rodzin zjeżdża się już po raz piąty czy szósty, jak osoby o nazwisku Sieklucki, którzy będą się bawić 13 września.

Scenariusz spotkania jest najczęściej typowy. I tak 21 czerwca odbył się zjazd Kielaków pod Warszawą. Frekwencja: 78 osób, program: msza za zmarłych z rodu, piknik w parku, grill, grochówka, uzupełnianie drzewa genealogicznego.

" Coraz więcej jest takich rodzin czy rodów, które postanawiają urządzić zjazd i często po raz pierwszy w życiu spotkać się" - mówi DZIENNIKOWI Małgorzata Karcz z portalu moikrewni.pl. " Często jest też tak, że spotykają się ludzie już całkiem sobie obcy z dalekich krańców świata lub zaledwie spowinowaceni " dodaje.

Same zjazdy rodowe nie są w Polsce nowością, ale do tej pory były charakterystyczne dla dobrych rodów szlacheckich i mieszczańskich. Tak na przykład od 2001 roku spotyka się rodzina Lew-Kiedrowskich, a od 1989 Dekertowie.

Oceny są dość jednoznaczne. Zaniedbywanie wiedzy na temat przodków to typowa cecha społeczeństwa komunistycznego (za osoby mające nikłą wiedzę o swoim pochodzeniu uchodzą np. Rosjanie, których wiedza o rodzinie często nie obejmuje nawet wszystkich dziadków), a kult przodków i powinowatych to atrybut społeczeństwa dobrobytu (Niemcy i Amerykanie szukają swoich nawet w XVIII wieku). " Nasze społeczeństwo w latach komunizmu utraciło indywidualną przeszłość i teraz stara się ją odtworzyć" - mówi DZIENNIKOWI socjolog Anna Giza-Poleszczuk.

Portale środowiskowe idealnie wpisały się w modę. Trees.pl ma już 380 tys. zarejestrowanych użytkowników. Na najnowszym, bo założonym we wrześniu ubiegłego roku, serwisie moikrewni.pl trzy miliony użytkowników stworzyło profile 30 milionów Polaków.

Utworzyć drzewo można po paru miesiącach pracy. I tak drzewo Leszka Bojara ze Środy Śląskiej, który informacje o swojej rodzinie zaczął zbierać pod koniec ubiegłego roku, liczy już 391 osób i sięga 1840 roku. "Odnalazłem rodzinę w Niemczech i na Ukrainie. Teraz nie tylko do siebie dzwonimy i piszemy maile. Właśnie zaczęliśmy planować spotkanie. Jedyny problem to znalezienie dogodnego dla wszystkich terminu" - mówi.