Do tragedii doszło w lutym ubiegłego roku w Aleksandrowie Łódzkim. Dziesięciomiesięcznym Piotrusiem miał się pod nieobecność matki opiekować jego ojciec, 24-letni Łukasz P. Według prokuratury, zanim doszło do tragedii, mężczyzna pił w domu alkohol z bratem i znajomym. Gdy współbiesiadnicy wyszli, zaczął bić syna. Jak się okazało, przeszkadzał mu płacz niemowlaka. Chłopiec zmarł - miał zmiażdżoną czaszkę.

Przed sądem mężczyzna przyznał się do winy, ale utrzymywał, że nie chciał zabić. Sąd okręgowy nie przyjął jednak jego tłumaczeń i skazał go na 25 lat więzienia. Obrońca wyrodnego ojca wniósł apelację, ale sąd odwoławczy ją odrzucił, tłumacząc, że apelacja jest "oczywiście bezzasadna".