Jan Lisewski dostanie 40 tysięcy złotych dotacji od prezydenta Gdańska. O te pieniądze pyta teraz gdański alpinista Michał Kochańczyk, który wylicza mnóstwo grzechów kitesurfera.
- napisał Kochańczyk w liście do gdańskich radnych, który cytuje serwis naszemiasto.pl. Docieka w nim o to, czy Biuro Prezydenta do spraw Promocji Miasta pracuje prawidłowo, skoro przydzieliło Lisewskiemu dotację.
Gdański alpinista podkreśla, że prośby o udzielenie dużo mniejszego wsparcia na wyprawy w Himalaje spotykają się z odmową władz Gdańska.
- z oburzeniem pisze Kochańczyk.
Jednak według szefowej Biura Prezydenta do spraw Promocji Miasta Anny Zbierskiej, problemu nie ma. - mówi serwisowi naszemiasto.pl.
Z kolei przewodniczący Rady Miejskiej Bogdan Oleszek zapewnia, że rozmawiał już o sprawie dotacji dla Lisewskiego z prezydentem Gdańska, a dwóch radnych złożyło interpelacje. Wygląda na to, że to nie koniec awantury o pieniądze dla kitesurfera.
Jan Lisewski porwał się na pokonanie Morza Czerwonego, musiał jednak uznać swoją porażkę. Przez dwa dni był zaginiony. Uratowały go saudyjskie służby. Po powrocie do Polski kitesurfer wcale nie stał się pozytywnym bohaterem.
Zaczęły padać pytania o to, czy wyprawa została odpowiednio przygotowana. Swoje zastrzeżenia opublikował na blogu m.in właściciel urządzenia GPS, które Lisewski wypożyczył na wyprawę.