Prokuratura nie chce ujawnić, o kogo chodzi. Jednak jak podaje "Gazeta Wyborcza", w piątek do prokuratury przywieziona została dyżurna ruchu z Kozłowa, która 3 marca tego roku pełniła dyżur na posterunku od strony Krakowa. 

Kobietę przesłuchano wkrótce po katastrofie, ale nie postawiono jej żadnych zarzutów. Ma się to stać teraz.

O nieumyślne spowodowanie katastrofy i fałszowanie dokumentacji kolejowej podejrzany jest już Andrzej N., dyżurny ze Starzyn - posterunku od strony Warszawy. Mężczyzna przez wiele miesięcy pozostawał w szpitalu psychiatrycznym, jednak według biegłych w chwili katastrofy był poczytalny. Gdy we wrześniu usłyszał zarzuty, nie złożył wyjaśnień. Grozi mu do ośmiu lat więzienia.

W katastrofie kolejowej pod Szczekocinami zginęło 16 osób, a ponad 50 zostało rannych.