Tomasz Zimoch był inicjatorem apelu do PZPN, w którym domagał się przyznania biletów na mecz Polska-Anglia polskim medalistom z igrzysk olimpijskich i paraolimpiady w Londynie. Jego akcja zakończyła się pełnym sukcesem. Medaliści dostali bilety w strefie VIP. Ale meczu wczoraj nie obejrzeli. Podobnie jak dziesiątki kibiców moknących na Stadionie Narodowym i miliony tych, którzy siedzieli przed telewizorami.

Wstyd! Abstrahując od tego, kto zawinił, najbardziej uderzył mnie fakt, że nikt nawet nie potrafił powiedzieć: Przepraszam. Nikt z PZPN nie wyszedł na murawę i nie zwrócił się do kibiców - mówi nam dziennikarz.

Zimoch nie chce wskazywać winowajców blamażu. - Ale jeśli ktoś tłumaczy, że nie zna prognoz pogody.... W Zakopanem przed laty podczas Pucharów Świata na początku też nie zwracali uwagi na prognozy. Ale szybko się nauczyli śledzić szczegółowe prognozy satelitarne i to na wiele tygodni przed imprezą. Powiem jedno: warto się uczyć - mówi Zimoch.

Dziennikarz nie chce jednak mówić tylko o kompromitacji. Krytykującym Polaków Anglikom wytyka ich własne wpadki. - Anglicy też niech nie będą tacy mądrzy, niech sobie przypomną podobne sytuacje na Wimbledonie czy Igrzyskach Olimpijskich - mówi Zimoch i dodaje, że w całej aferze jest jeden jasny punkt. -  Mamy takie poczucie ironii, dowcip, że jestem pod wrażeniem. Komentarze w internecie, jakie pojawiły się wczoraj i dziś w sieci, to mistrzostwo świata. I pod tym względem wygraliśmy z Anglikami - powiedział Zimoch.

Dziennikarz stanął też w obronie kibiców, którzy odpowiedzą za to, że wtargnęli na murawę. - Przepisy mówią jasno. Złamali prawo. Ale gdyby zostali ukarani grzywną, to będę pierwszy, który za nich wpłaci i jestem gotów namawiać innych, żeby zrobili to samo - mówi Zimoch.