Za branie i dawanie łapówek nie powinni brać się ludzie zbyt łakomi na pieniądze ani ci, którzy chcą się szybko i łatwo wzbogacić. Za to trzeba uzbroić się w cierpliwość, posiadać plan i nauczyć się nie epatować nowym majątkiem. To rady dla tych, którzy chcą się zająć korupcją przez duże K. Dla tych, których nie interesuje drobnica: kilka stów dla lekarza za przyspieszenie operacji, dla instruktora za zaliczenie egzaminu na prawo jazdy czy policjanta drogówki za przymknięcie oczu za zbyt szybką jazdę. – Na jednej z konferencji usłyszałam opinię Francuza zajmującego się przestępczością gospodarczą: w Polsce korupcja to sport narodowy, we Francji to sport elit – mówi Marcin Klimczak z firmy doradczej PwC. – To oznacza, że operuje się ogromnymi sumami za kontrakty czy zamówienia, trzeba mieć nie tylko dostęp do takich zleceń, lecz także nieźle pogłówkować, by coś zatrzymać dla siebie i nie dać się złapać. Ale trzeba przyznać, że i w Polsce coraz więcej przedsiębiorców i urzędników zaczyna się parać korupcją wielkiego kalibru – dodaje Klimczak. Oto krótki przewodnik po „sztuce” brania i dawania łapówek w Polsce.

Metoda na doradztwo

Gdy w grę wchodzą duże sumy, nie używa się już kopert ani walizek. To działania wręcz prostackie, które przede wszystkim nie gwarantują bezpieczeństwa. Dziś to skomplikowane operacje, dzięki którym pieniądze udaje się zalegalizować i szybko wprowadzić do oficjalnego obiegu. – Metodą mającą naprawdę sporo zalet jest zlecanie zadań, które w rzeczywistości nie są wykonywane, a za które słono się płaci. Najczęściej zamawia się usługi doradztwa, PR, marketingowe oraz analizy prawne czy gospodarcze – tłumaczy Klimczak. – By pozostać krytym, kupuje się faktury, które oczywiście są „puste” – opowiada mecenas Łukasz Chmielniak, prowadzący bloga BialeKolnierzyki.com.pl. – Kwit jest i jeżeli tylko żadna ze służb nie nabierze podejrzeń i nie zacznie baczniej przyglądać się transakcji, to obie strony właściwie są bezpieczne. Chętnych na tę metodę jest tak dużo, że po jednym z moich tekstów na blogu informującym o tym zjawisku sam zacząłem dostawać zapytania z ofertami zakupu pustych faktur – dodaje prawnik.

Do niedawna podstawową metodą wyliczania wysokości łapówki był procent od wartości przetargu czy kontraktu – dodaje Grażyna Kopińska, ekspert ds. zwalczania korupcji z Fundacji Batorego. Tak było choćby przy sprawie korupcji przy przetargach na dostawę sprzętu medycznego do polskich szpitali między 1999 r. a 2007 r. Pracownicy Philipsa „kupowali” dyrektorów szpitali, a ci tak układali warunki przetargów, aby wygrał holenderski koncern. Łapówki dla dyrektorów sięgały od 3 do 8 proc. wartości kontraktu netto. To jednak, jak widać, było łatwe do wykrycia. – Dzisiaj najczęściej żąda się więc np. wynajęcia jako podwykonawcy firmy, w której udziały ma ktoś z rodziny przekupywanego, zatrudnienia w firmie bliskiej mu osoby lub zlecenia jej doradztwa. To metoda dużo bezpieczniejsza niż bezpośrednia opłata – mówi Kopińska. I tłumaczy, że dzięki temu trudniej jest udowodnić zamierzenia korupcyjne, bo przecież pieniądze zostały wypłacone za pracę. By udowodnić łapówkarstwo, trzeba byłoby ocenić sensowność jej zlecenia oraz jakość jej wykonania, a to często bywa bardzo trudne.

Choć nie niemożliwe. Łódzka prokuratura zarzuciła korupcję przedsiębiorcy, który w latach 2008–2010 miał dwukrotnie wręczyć ówczesnemu kierownikowi jednego z wydziałów Zarządu Dróg i Transportu po 30 tys. zł za zatwierdzenie projektów związanych z realizacją Łódzkiego Tramwaju Regionalnego. Pieniądze, by łapówkę ukryć, zostały przelane na konto firmy należącej do partnerki urzędnika jako „wynagrodzenie za usługi dotyczące weryfikacji dokumentacji projektowo-wykonawczej”. Podobny mechanizm według warszawskiej prokuratury wykorzystał były już wiceminister spraw wewnętrznych i administracji Witold D., bohater afery informatycznej. Kazał zlecić usługi doradcze przy budowie dwóch projektów – Ogólnopolskiego Cyfrowego Systemu Łączności Radiowej oraz Elektronicznej Platformy Usług Administracji Publicznej, wartych w sumie 1,8 mld zł – firmie Infovide-Matrix S.A.

Metoda na doradztwo jest zresztą stosowana na całym świecie, bo jest bardzo trudna do udowodnienia. Dopiero po trzech latach śledztwa udało się niemieckiej prokuraturze dotrzeć do mechanizmów korupcyjnych zastosowanych przez kierownictwo firmy Ferrostaal w celu skorumpowania greckich i portugalskich oficjeli, by zdobyć kontrakty na dostawy łodzi podwodnych. Jak się okazało, między 2000 a 2007 r. niemiecki gigant stalowy przekazał w formie płatności za fałszywe umowy konsultingowe ponad 50 mln euro. I choć przyznał się do tych działań i zawarł z niemieckim wymiarem sprawiedliwości ugodę, to tak naprawdę nikt z firmy poważnej kary nie poniósł.

Metoda na emeryturę

Ale samo opłacanie fałszywych doradztw coraz częściej nie wystarcza. Nieżyjący prezydent Chile Augusto Pinochet otworzył sieć zagranicznych firm, na konta których firmy pragnące robić interesy w tym kraju wpłacały pieniądze. Kontami zarządzał jeden z banków z siedzibą w Stanach Zjednoczonych (i jego brytyjski oddział), który odmawiał do nich dostępu nawet wtedy, gdy hiszpański sąd oskarżył Pinocheta o zbrodnie przeciwko ludzkości i wydał światowy nakaz zamrożenia jego majątku.

W polskich warunkach poszukuje się sposobów może mniej spektakularnych, choć równie pomysłowych. Kilku pracowników olsztyńskiego oddziału Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad tak konstruowało przetargi na zimowe odśnieżanie, by wygrywała je zewnętrzna firma, w której się zatrudnili. Z kolei po wewnętrznej kontroli w Katowickim Holdingu Węglowym okazało się, że w latach 2007–2012 fałszowano dokumenty pozwalające górnikom na odchodzenie na wcześniejsze emerytury. Wybranym pracownikom (głównie działaczom związkowym) wpisywano do ewidencji dniówki dołowe, choć nie pracowali pod ziemią. Na tej podstawie przechodzili na wcześniejsze emerytury i na dodatek przysługiwały im one w wyższej wysokości. Skala procederu jeszcze jest badana przez śledczych. Metoda ta wydawała się być doskonała. Wpadli, bo spółka ma na tyle poważne problemy finansowe, że kilka miesięcy temu w holdingu przeprowadzono wewnętrzną kontrolę.

Metoda na nierząd

Trzeba też pamiętać o wszelkich podatkowych zawiłościach. Sami korumpowani często z góry zastrzegają, że chcą pieniędzy z doliczeniem podatku i VAT, jakie będą musieli odprowadzić od łapówki – opowiada Maciej Klimczak z PwC. Dodatkowo te pieniądze są tak rozliczane, by potencjalnym kontrolerom jak najbardziej utrudnić zadanie. Dwa lata temu „Sunday Times” opisywał, jak jedna z czołowych brytyjskich firm zbrojeniowych GPT wypłaciła łącznie 14 mln funtów łapówek członkowi rządzącej rodziny w Arabii Saudyjskiej za wart 2 mld funtów kontrakt na modernizację sieci łączności dla saudyjskiej Gwardii Narodowej. Łapówki przepuszczono przez kilka banków, aby je wyprać; na końcu łańcucha była firma zarejestrowana w podatkowym raju na Kajmanach.

Takie łańcuszki firm dodatkowo wspomagane przeróżnymi słupami, czyli podstawianymi ludźmi, którzy w oficjalnych dokumentach zapisywani są jako właściciele, prezesi spółek i którzy mają dodatkowo zaciemniać obraz sytuacji, są stosowane coraz częściej. Z punktu widzenia organów ścigania prześledzenie całego procesu nie jest proste, bo analiza przepływów pieniężnych jest dość trudna. Wciąż nie wszystkie państwa współpracują ze sobą w zakresie udzielania informacji o przepływach bankowych, wiele wręcz jest znanych z tego, że chroni te informacje. Dodatkowo zagraniczne konta bankowe są najczęściej zakładane na osobę powiernika, której tożsamość nic nam nie powie. To osoby powoływane przez banki i przez nie opłacane, ale niebędące ich pracownikami. Odkrycie osoby, która naprawdę jest właścicielem konta założonego w banku w raju podatkowym, jest więc praktycznie niemożliwe.

Znacznie mniej udolnie próbowano ukrywać pieniądze przekazywane przez firmę N. szefowi Centrum Projektów Informatycznych Andrzejowi M. za ustawianie przetargów na informatyzację, który co miesiąc dostawał od 40 do 50 tys. zł. Choć i tu ścieżkę przepływu pieniędzy starano się zatrzeć – pieniądze nie szły bezpośrednio na konto Andrzeja M., tylko jego bliskich. Tu jednak metodę przelewów wybrano dosyć toporną: wpłatomaty. Teoretycznie pozwalają one na anonimowość, ale wystarczyło, by CBA zwróciło się do banku o udostępnienie monitoringu z konkretnych dni i godzin. I nie było już wątpliwości, że banknoty wkładał do maszyny wiceprezes N. Ale nie mniejszym problemem niż zalegalizowanie płatności dla korumpowanego jest także to, jak sobie poradzi z oficjalnym uzasadnieniem nagłego wzbogacenia. By ukryć pochodzenie łapówek przed skarbówką, Andrzej M. kazał żonie mówić, że zarobiła 5 mln zł na nierządzie. To była całkiem niezła przykrywka, bo polskie prawo stanowi, że osoba „uprawiająca nierząd” nie ponosi odpowiedzialności karnej, a od dochodów w ten sposób uzyskanych nie trzeba płacić podatków. Zresztą do operacji ukrywania łapówek została wciągnięta niemal cała rodzina Andrzeja M. Żona, teściowa, siostra i ojciec zajmowali się wykonywaniem setek przelewów, by zgubić ślady pochodzenia pieniędzy z przestępstwa.

Metoda na zamortyzowane auto

Jest grupa korumpowanych, która zamiast pieniędzy woli prezenty. Były szef Centrum Projektów Informatycznych Andrzej M. miał przyjąć oprócz pieniędzy także m.in. AGD, motocykl, komplet mebli rattanowych, kanapy i fotele skórzane, samochód, kilkanaście telewizorów, laptopów i tabletów. Z kolei były marszałek województwa podkarpackiego Mirosław K. na koszt zainteresowanego unijną dotacją przedsiębiorcy miał pojechać do Włoch na wycieczkę kosztującą 10 tys. zł i przyjąć meble do domu warte ok. 5 tys. zł.

Ta metoda ma swoje zalety i wady. Największym plusem jest to, że wielu korumpowanych ma mniejsze opory przed przyjęciem wycieczki czy sprzętu komputerowego niż pieniędzy. Także dla korumpujących to metoda łatwiejsza. Z ubiegłorocznego badania przeprowadzonego przez EY, międzynarodową korporację doradczą, wynika, że ponad połowa polskich menedżerów, by przetrwać na rynku, zaoferowałaby klientom spa, wyjazd na konferencję z żoną czy ekskluzywną kolację. Ankieterzy EY przepytali od listopada 2011 r. do lutego 2012 r. 1758 menedżerów, głównie dyrektorów finansowych, audytorów, ludzi z działów prawnych w firmach z 43 krajów. W Polsce rozmawiali z pracownikami 55 firm o najwyższych przychodach. Ponad połowa badanych odpowiedziała, że skłonna byłaby zaoferować klientom różnego rodzaju rozrywki: od uroczystych, wystawnych kolacji po fundowanie wycieczek nie tylko dla klienta, lecz także dla rodziny. Co piąty badany skłonny byłby także oferować „upominki”.

Ale koszty prezentów też trzeba umiejętnie ukryć w księgowości firmy. – Wycieczki opisuje się jako konferencje zagraniczne i szkolenia, a samochód, który ma być łapówką, jest amortyzowany za powiedzmy 20 tys. zł do 1 zł, a potem w takiej mocno obniżonej cenie sprzedawany korumpowanemu człowiekowi – tłumaczy Klimczak z PwC.

Zachodu, jak widać, z łapówkami jest sporo. Ale może warto, skoro jak wynika z najnowszego raportu Komisji Europejskiej, aż 92 proc. polskich przedsiębiorców uważa łapówki za jeden z najłatwiejszych sposobów zdobycia kontraktu w sektorze publicznym.

PODOBAŁO SIĘ? ZOBACZ CAŁE E-WYDANIE MAGAZYNU "DGP", a w nim:

  • Dlaczego LOT nie upada, choć teoretycznie powinien?
  • Jakie zawody znikną najszybciej?
  • Dlaczego Polacy nie potrafią protestować?

I wiele więcej... POLECAMY!

Czy zdarzyło Ci się dać łapówkę?