Na transparentach można było przeczytać m.in.: "Lech Kaczyński przyczynił się do likwidacji 34 000 miejsc pracy w Igloopolu", "Stop polityce opartej na tragedii", "Plac Mikołajkowów dla Sybiraków i ofiar Katynia".

- "Nie" dla tego pomnika w tym miejscu. Stawiają go ci sami ludzie, którzy postawili pomnik papieżowi Janowi Pawłowi II. A przecież on mówił, by nie stawiać mu pomników, a pieniądze przeznaczać na coś innego. Ci ludzie wcale nie są katolikami. Jedność jest przez 5 minut, a później skaczemy sobie do gardeł - mówiła jedna z protestujących portalowi gazeta.pl.

Z kolei na transparentach rozwiniętych przez uczestników uroczystości wypisano: "10.04.2010. Dębica pamięta. Naród, który traci pamięć - traci sumienie" i "Smoleńsk 2010 to ciąg dalszy Katynia 1940".

Głosy przeciwne wznoszeniu pomnika dały się słyszeć już kilka tygodni wcześniej - kiedy tylko pojawił się pomysł budowy Memoriału Smoleńskiego. Ostatecznie w sobotę pomnik odsłonięto na placu Mikołajkowów. Ten nosi nazwisko rodziny, ukrywającej podczas II wojny światowej kilkunastu Żydów. Jest tam także 17 Dębów Katyńskich, upamiętniających ofiary NKWD.

Za budowę pomnika Lecha Kaczyńskiego odpowiadało stowarzyszenie, którego prezesem jest poseł PiS Jan Warzecha. Monument przypomina ogon Tu-154.