Kryzys ukraiński wymusił potrzebę skorygowania programu modernizacji technicznej sił zbrojnych, który do 2022 r. ma pochłonąć 137 mld zł. Ministerstwo Obrony Narodowej nie kryje, że zapisane w programie zakupy w wielu przypadkach zaplanowano zbyt późno. Ale według ekspertów to niejedyny problem. Grzechem głównym planu przezbrojenia polskich sił zbrojnych jest jego objętość. – Chcemy mieć wszystko, a tak się nie da – mówi jeden z prezesów firm zbrojeniowych. Dlatego, jak przekonuje branża zbrojeniowa, MON musi przede wszystkim wybrać z kilkunastu programów najważniejsze i tam skierować główny wysiłek oraz gotówkę.

Według eksperta wojskowego Andrzeja Kińskiego potrzebnych jest przynajmniej kilka zmian. – Trzeba inaczej rozłożyć akcenty przede wszystkim w obronie przeciwlotniczej i przeciwrakietowej. Stosunkowo szybko można przyspieszyć budowę obrony krótkiego zasięgu – mówi Kiński. Takie rozwiązanie zwiększy znacząco bezpieczeństwo państwa na wypadek ewentualnego ataku lądowego i zapewni nowe zlecenia dla polskiego przemysłu.

Realizacja tego elementu tarczy Polski może być spokojnie realizowana właśnie w polskich zakładach, np. w Mesku ze Skarżyska-Kamiennej. Chodzi m.in. o systemy oparte na kierowanych pociskach przeciwlotniczych bliskiego zasięgu Grom.

Obecnie wojsko zamawia śladowe ilości tych rakiet, oczekując na nowy produkt pod nazwą Piorun. Tyle że do zakończenia tego projektu potrzeba przynajmniej dwóch lat, a zakłady w Mesku czekają na zamówienia już teraz. Co więcej, przedstawiciele tej firmy alarmują, że już od ubiegłego roku nie produkuje się rakiet przeciwpancernych Spike-LR, co oznacza, że w razie decyzji MON o dodatkowych zakupach zwyczajnie nie będzie czego dostarczać.

Według ekspertów system obrony przeciwpancernej, która obecnie bazuje właśnie na rakietach Spike-LR, też wymaga wzmocnienia i modernizacji. Nasi rozmówcy podkreślają, że wojsko należy wyposażyć też w inne przeciwpancerne pociski kierowane, zarówno o krótszym, jak i dłuższym zasięgu. – Potrzebujemy nowoczesnych granatników i nowoczesnej amunicji przeciwpancernej do czołgów Leopard – twierdzi Kiński.

Przedstawiciele branży zbrojeniowej podnoszą też konieczność przyspieszenia wymiany generacyjnej śmigłowców bojowych. We wciąż obowiązującej wersji programu zaplanowano do 2022 r. zakup 12 takich maszyn, tyle że pierwotny plan przewiduje rozpoczęcie procedury przetargowej w 2018 r. Według Kińskiego już do 2018 r. armii potrzeba aż 30 maszyn.

Do poprawki kwalifikują się też systemy związane z rozpoznaniem wroga. Obecnie mamy co prawda podpisaną umowę z Włochami i Francją na wykorzystanie informacji z ich satelitów obserwacyjnych. Jednak potrzebujemy też własnych rozpoznawczych systemów bezzałogowych. Jeśli nadal będziemy się upierać przy wielozadaniowości dronów, a więc możliwości realizowania przez nie także zadań uderzeniowych, to nie dokonamy szybkich zakupów, bo takie maszyny będą dostępne najwcześniej za 10 lat. Tymczasem bezzałogowce powinniśmy zakupić jak najszybciej, ale zawężając oczekiwania wobec nich tylko do zadań rozpoznawczych.

Nasi rozmówcy związani z przemysłem obronnym nie mają też wątpliwości, że zmian wymagają programowe plany dotyczące marynarki wojennej. To jednak bardzo drażliwa kwestia, dlatego żaden z nich nie chce wypowiadać się pod nazwiskiem. Przeważa opinia, że wydawanie pieniędzy z budżetu na okręty nie ma sensu, bo w razie konfliktu przy braku obrony przeciwlotniczej szybko zostaną zatopione.

Ministerstwo Obrony Narodowej nie chce oficjalnie komentować sprawy zmian w programie. Przedstawiciele resortu w nieoficjalnej rozmowie przyznają jednak, że analizują program pod kątem ewentualnych korekt. Szybko zastrzegają, że jest to efekt przyjętych przez nas zobowiązań wobec innych krajów NATO. Pakt oczekuje, żeby każdy należący do niego kraj planował swoje wydatki w trybie dziesięcioletnim i co dwa lata dokonywał poprawek.

Jednak nie brakuje też głosów, które przestrzegają, by wraz ze zmianami nie wylać dziecka z kąpielą. Stanisław Janas, wiceprzewodniczący Konfederacji Związków Zawodowych Metalowców w Polsce, przypomina, że obecna wersja programu to efekt trudnych negocjacji. Przypomina, że kością niezgody było zrównoważenie interesów wojsk lądowych i lotniczych. Każda poważniejsza zmiana naruszy więc kompromis i będzie trudna do zaakceptowania przez formację, która straci.