Adwokat Brunona Kwietnia, jak pisze "Gazeta Wyborcza", dotarł do zeznań agenta ABW, który brał udział w rozpracowywaniu planu naukowca. Funkcjonariusz o pseudonimie "Kamil" dostał od oskarżonego w październiku 2012 maile: jesteś z policji i odwołuję remont (czyli atak na Sejm). Zdaniem mecenasa Macieja Burdy to wystarczy, by obalić zarzuty o planowanie i podżeganie do ataku.

"Gazeta Wyborcza" twierdzi też, że prokuratura ma coraz większe problemy z udowodnieniem swych tez - nie znaleziono 35 sztuk broni, które podobno miał oskarżony, nie odkryto też ani materiałów wybuchowych, ani transportera skot, którym Brunon Kwiecień miał wjechać w budynek Sejmu. Dziennikarze zastanawiają się więc, czy ABW nie przekroczyła granic prowokacji, zwłaszcza, że członkami konspiracyjnej siatki naukowca byli tylko agenci tajnych służb.

Co na to ABW? Prawidłowość działań ABW podlega ocenie prokuratury i sądu. Należy podkreślić fakt, iż prokurator prowadzący śledztwo ocenia działania ABW w tej sprawie jako nienaganne. Ponadto, sąd od chwili aresztowania Brunona K. przedłuża mu areszt, co również wskazuje na prawidłowość naszych działań. ABW podtrzymuje stanowisko, że Brunon K. stanowił realne zagrożenie, planując atak na konstytucyjne organy RP - odpowiedział rzecznik agencji, podpułkownik Maciej Karczyński.

ZOBACZ TAKŻE: Pancerna szyba, antyterroryści... Ruszył proces Brunona Kwietnia>>>

ZOBACZ TAKŻE: Transporterem wojskowym chciał wysadzić Sejm. Prokuratura ujawnia plany Brunona Kwietnia>>>