Wszystko działo się jesienią we Wrocławiu. Wówczas to wyszło na jaw, że pewnej nocy w siedzibie delegatury CBA pojawiła się prostytutka zaproszona tam przez pełniącego nocny dyżur agenta. Jego ówczesny przełożony, kierujący delegaturą Zbigniew Stawarz, zdecydował o wszczęciu wobec funkcjonariusza postępowania dyscyplinarnego.

Równocześnie - jak opisuje tvn24.pl - do wydziału przestępczości zorganizowanej i korupcji warszawskiej Prokuratury Apelacyjnej trafiły dokumenty z wewnętrznego dochodzenia, które dotyczyło wycieku informacji z CBA. Dotyczyły one tego samego agenta, któremu od pewnego czasu przyglądał się wydział wewnętrzny. Wszczęto śledztwo, które wciąż się toczy, choć do tej pory nikomu nie przedstawiono zarzutów.

Jednak obie sprawy skłoniły byłego już szefa CBA Pawła Wojtunika do wydalenia agenta ze służby.

Sytuacja zmieniła się, gdy po wygranych przez PiS wyborach i dymisji Wojtunika szefem Biura został Ernest Bejza. Ten sam, który - wedle "Gazety Wyborczej" - jako adwokat towarzyszył agentowi w czasie przesłuchania w prokuraturze. Funkcjonariusz odwołał się od decyzji o wydaleniu ze służby i wygrał - 11 grudnia wrócił do pracy. Tymczasem z CBA usunięty został Zbigniew Stawarz - ten sam, który wszczął wobec agenta postępowanie dyscyplinarne.

Samo Biuro odmówiło odniesienia się do sprawy.