Przed Sądem Okręgowym w Gdańsku w poniedziałek o godz. 9 miał się rozpocząć proces ws. afery Amber Gold. Na ławie oskarżonych zasiedli b. prezes spółki Marcin P. i jego żona Katarzyna P., którym zarzucono m.in. oszustwo znacznej wartości i pranie brudnych pieniędzy.

Niektórzy pokrzywdzeni przez właścicieli spółki Amber Gold rozmawiali z dziennikarzami jeszcze przed ogłoszeniem alarmu bombowego w sądzie.

Jestem emerytem, mam dwoje niepełnosprawnych dorosłych dzieci. Miałem oszczędności na mieszkanie, a ten łachudra mnie okradł. Brak mi słów na to. Skrzywdził kilkanaście tysięcy ludzi, zabierając im oszczędności życia - powiedział pan Marek z Gdańska. Dodał, że ma żal do instytucji państwowych.

To jest niedopuszczalne, że państwo polskie nie miało nad tym nadzoru (…) Ten człowiek miał wcześniej wyroki zanim założył firmę. Czy takie machloje można robić w majestacie prawa? Oczekuję, że zostanie odpowiednio ukarany i że dostaniemy jakąś rekompensatę. Jeśli on (Marcin P.) nie ma takiego majątku, to będziemy skarżyć Skarb Państwa, a następnie pójdziemy do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka - mówił.

Inny pokrzywdzony, pan Krzysztof z Gdańska wyjaśnił, że przyszedł do sądu, aby zobaczyć na własne oczy, jak ten proces będzie prowadzony. Jestem rozżalony, że to wszystko tak długo trwa. Na początku inwestowałem małe kwoty i dużo procentowo zyskałem, potem były coraz większe kwoty i za trzecim razem już straciłem, i to sporo - przyznał.

Na tym etapie nie mogę ujawniać linii obrony, byłoby to nielojalne wobec mojego klienta - powiedział dziennikarzom obrońca Marcina P. Michał Komorowski.

Akt oskarżenia z Prokuratury Okręgowej w Łodzi, liczący prawie 9 tys. stron, wpłynął do gdańskiego sądu pod koniec czerwca 2015 r. Według prokuratury Marcin P. i jego żona oszukali w latach 2009-12 w ramach tzw. piramidy finansowej w sumie niemal 19 tys. klientów spółki, doprowadzając ich do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w wysokości prawie 851 mln zł. Zostali także oskarżeni m.in. o działalność parabankową i pranie brudnych pieniędzy, które wyłudzili od klientów spółki.

Prokurator Magdalena Guga powiedziała dziennikarzom, że zgodnie z nowelizacją kodeksu postępowania karnego, nie będzie konieczne odczytywanie całego aktu oskarżenia i wystarczy tylko zwięzłe przedstawienie zarzutów.

W akcie oskarżenia prokuratura uznała, że przed sądem powinno się przesłuchać prawie 430 świadków. Natomiast wniosek o przesłuchanie wszystkich pozostałych pokrzywdzonych (łącznie jest ich ok. 19 tys. osób - PAP) został złożony przez obrońcę oskarżonego Marcina P.

Klucz doboru świadków był taki, że generalnie odrzuciliśmy pokrzywdzonych od lokat. Wskazani świadkowie to po pierwsze - osoby zatrudnione w spółce, po drugie - osoby, które bardzo blisko ze spółką współpracowały świadcząc na jej rzecz rozliczne usługi, jak również inni świadkowie, którzy wnieśli coś istotnego do tego postępowania. Częściowo są to też osoby pokrzywdzone, ponieważ część pracowników Amber Gold miała założone lokaty - wyjaśniła prokurator.

Podkreśliła, że prokuratura jest przeciwna przesłuchiwaniu przed sądem wszystkich pokrzywdzonych.

Fakt popełnienia przestępstwa jest w naszej ocenie dostatecznie udowodniony – dokumentami, które zostały zgromadzone w postępowaniu, a po drugie innymi dowodami o charakterze obiektywnym, niezależnym od pokrzywdzonych i oskarżonych. Zeznania pokrzywdzonych przed sądem nie są więc konieczne, zważywszy, że większa część pokrzywdzonych została już przesłuchana w toku postępowania przygotowawczego – i nie ujawniono jakichkolwiek rozbieżności między tym, co pokrzywdzeni zeznawali, a tym co wynika z dokumentów - wyjaśniła.