Od dzisiaj LOT wynajął doraźnie dwa samoloty Fokker 100. Rumuńska linia Carpatair udostępniła je w formie leasingu operacyjnego razem z załogami. Każdy z samolotów ma 105 foteli, czyli wielkością jest zbliżony do maszyn Embraer 195 należących do LOT. Pierwszy fokker będzie latał do 15 sierpnia, drugi ma być udostępniany w zależności od potrzeb. Ich zadaniem ma być zapewnienie rezerwy do obsługi połączeń europejskich w obecnym szczycie letniego sezonu – żeby uniknąć odwoływania rejsów.

A siatka połączeń trzeszczy. Od stycznia – po okresie zwijania rejsów – LOT zwiększył ofertę przewozową o 35 proc., uruchamiając 22 połączenia, podczas gdy liczba samolotów się nie zwiększyła. Wyjątek to pięć z 10 bombardierów Q400 przejętych od Eurolotu, które nie były w ubiegłym roku wykorzystywane z racji ograniczeń nałożonych przez Brukselę z powodu udzielonej przez polski rząd pomocy publicznej.

Od czytelników wiemy, że problem jest np. na trasach do Londynu, gdzie opóźnienia zdarzają się ostatnio bardzo często. Wypożyczenie samolotów i zwiększenie floty w czasie letniego szczytu opłaca się bardziej niż ponoszenie kosztów opóźnień, np. dodatkowych świadczeń dla pasażerów (hoteli, taksówek itd.).

Będą też zmiany na trasach transkontynentalnych. Narodowy przewoźnik planuje uruchomienie połączenia z Warszawy do Newark, czyli na drugie pod względem znaczenia lotnisko obsługujące Nowy Jork. Stanie się to prawdopodobnie w 2017 r., kiedy do LOT dotrą nowe dreamlinery. Taką wstępną deklarację złożył w ubiegłym tygodniu prezes LOT Rafał Milczarski podczas spotkania z amerykańską Polonią w Rzeszowie.

Dzisiaj przewoźnik oferuje bezpośrednie loty z Warszawy na nowojorskie lotnisko JFK – w sezonie letnim 11 razy w tygodniu (oprócz tego przez Atlantyk lata też do Chicago i Montrealu). Jak usłyszeliśmy, port w Newark w New Jersey znajduje się bliżej największych nowojorskich skupisk Polonii. Tej często nie uśmiecha się dojazd do JFK przez Manhattan, przez co jest ryzyko przejścia do konkurencji.

Newark jest węzłem przesiadkowym United Airlines, linii będącej wspólnie z LOT w sojuszu Star Alliance. Z naszych informacji wynika, że LOT będzie próbować zaoferować połączenia przesiadkowe z Newark w głąb Stanów Zjednoczonych w ramach umowy code-share z United. Polski przewoźnik na razie nie komentuje tych spekulacji.

Przedstawiciele Polonii proponowali uruchomienie bezpośredniego połączenia między Nowym Jorkiem i Rzeszowem. – Wiemy, że jest popyt na takie loty. Musimy jednak skonfrontować ten scenariusz z naszymi możliwościami flotowymi. Dużo zależy od ustaleń z zarządcą lotniska Newark – zastrzega Adrian Kubicki, rzecznik LOT.

Nowych boeingów 787 dreamliner, które przylecą w przyszłym roku, będzie dwa. To maszyna szerokokadłubowa, zdolna zabrać 252 pasażerów. Od przyszłego roku LOT będzie miał takich osiem. – Planujemy rozwijać połączenia dalekodystansowe. Priorytetem będzie Daleki Wschód i właśnie loty transatlantyckie – przyznaje Adrian Kubicki.

Od października z Warszawy ruszają nowe loty do Seulu, od stycznia w ofercie jest Tokio. Jako nowy cel podróży w 2017 r. wchodzi m.in. 11-milionowe Shenzen w Chinach. Prezes Rafał Milczarski powiedział DGP, że trwają też rozmowy z zarządcą lotniska w Pekinie na temat zwiększenia częstotliwości.

– Jednym z atutów LOT jest położenie geograficzne hubu w Warszawie. Pasażerowie z Polski i krajów środkowoeuropejskich nadkładają drogi i tracą cenny czas, lecąc do Azji np. przez Frankfurt albo Paryż – mówi Sebastian Gościniarek, partner w firmie doradczej BBSG.

Jak zauważa ekspert, na trasach dalekowschodnich panuje jednak gigantyczna konkurencja. – Z Polski na tych kierunkach poprzez huby w Dubaju i Doha operują Emirates i Qatar. Lufthansa negocjuje joint venture z Air China, co wzmocni ich pozycję. Barierą dla LOT mogą być też zgody na przeloty nad Syberią – wylicza Sebastian Gościniarek.

Operacje długodystansowe są kluczowe dla wyniku finansowego przewoźnika, bo teoretycznie stwarzają możliwość uzyskania najwyższej marży. Czy LOT na nich zarabia? Przewoźnik podaje, że średnie zapełnienie samolotów do Tokio przekracza 80 proc. Ale danych dotyczących rentowności wciąż nie ujawnia, co mogłoby wskazywać na stratę.

– Na rozkręcenie takiego połączenia trzeba do 12 miesięcy. Dopiero wtedy można je próbować podsumowywać od strony biznesowej i podejmować dalsze decyzje – wyjaśnia Gościniarek.

Z Azją bywało różnie. Na przykład LOT latał do Pekinu z kiepskimi wynikami w 2008 r., aż się wycofał. Drugie podejście było po 2012 r. Ostatecznie Pekin zaczął na siebie zarabiać po ok. dwóch latach.

2015 r. był dla LOT czasem finansowej porażki: spółka zakończyła go ze stratą 46 mln zł na działalności podstawowej. W pierwszej połowie tego roku LOT raportował w tej kategorii 30 mln zł na plusie. Na ten rok zapowiada zysk z działalności podstawowej.