Mateusz Kijowski był gościem programu "Piaskiem po oczach" w TVN24. Prowadzący Konrad Piasecki lidera Komitetu Obrony Demokracji zapytał m.in. o to, czy pamięta, na czyim symbolicznym pogrzebie był niedawno. O ile pseudonimy "Inki" i "Zagończyka" wymienił bez zmrużenia oka, to już pytanie o nazwisko "Inki" okazało się problematyczne.

- Pamięta pan, czyj to był pogrzeb?

- Tak, pamiętam: "Inki" i "Zagończyka".

- A "Inka" się nazywała..?

- "Inka" się nazywała Danuta... Przepraszam, nie pamiętam w tej chwili nazwiska. Chociaż to nie ma żadnego znaczenia. To nie ma znaczenia.

- Tak tylko zapytałem...

Później Mateusz Kijowski tłumaczył, że podobnie nie zna pseudonimu z partyzantki swego dziadka, który walczył w Powstaniu Warszawskim, Narodowych Siłach Zbrojnych, a potem w Batalionach Chłopskich. Potem strzelił: "Danuta Stańczykowska".

28 sierpnia na gdańskim Cmentarzu Garnizonowym odbył się symboliczny pogrzeb żołnierzy Armii Krajowej: "Inki" oraz "Zagończyka". Doszło do tego w 70. rocznicę wykonania przez komunistyczne władze wyroku śmierci na niespełna 18-letniej Danucie Siedzikównie, sanitariuszce 5. Wileńskiej Brygady Armii Krajowej oraz na ppor. Feliksie Selmanowiczu, dowódcy plutonu 5. Wileńskiej Brygady AK. CZYTAJ WIĘCEJ NA TEN TEMAT >>>

W czasie uroczystości doszło do incydentu. Przed Bazyliką Mariacką w Gdańsku, gdzie odprawiono uroczystą mszę, pojawiło się kilkudziesięciu przedstawicieli KOD wraz z liderem, Mateuszem Kijowskim. Zaczęły się przepychanki, w stronę działaczy KOD poleciały przedmioty i wyzwiska rzucane przez - jak twierdzili przedstawiciele Komitetu - członków Młodzieży Wszechpolskiej oraz ONR. Kijowski opuścił plac przed bazyliką eskortowany przez policjanta, przy wykrzykiwanym przez tłum "Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę". JAK TO BYŁO? ZOBACZ WIDEO >>>